pierwszy imagin z V :)
Przeczytajcie i zapraszam do komentowania! :*
Asiek :3
Czasem myślę że życie po prostu mnie odpycha.Nie mam przyjaciół,rodzina mnie nienawidzi i jestem dręczona.Czasem rozmyślam o samobójstwie,ale wiem że to nie odciągnie mnie od problemu.Nowy dzień w szkole.Znów to samo.Wyzywana i popychana przez resztę.Nie wiem jak długo to zniosę.Wiem że muszę jak najwięcej.Dla mojego brata.On tylko mnie rozumiał.Odszedł nie tak dawno temu.Rodzice ciągle mnie obwiniają.Ja nic nie zrobiłam!Po prostu...nie mogą sobie poradzić ze stratą syna.
-Proszę!Kto to przyszedł?Czyżby _____?-z moich myśli przerwał mi głos mojego dręczyciela.Jest nim nie kto inny jak Rebecca i spółka.Wzięłam głęboki wdech-Ignorujesz nas?Już nas nie lubisz?-poczułam dłoń na moim ramieniu.Nagle pociągnięcie,i już byłam odwrócona do niej-Odpowiadaj jak do ciebie mówię.
-Nie mów mi co mam robić-odpowiedziałam.To nie był dobry pomysł,bo zaraz zapiekł mnie policzek.Chwyciłam go.
-Jak się odzywasz do kogoś silniejszego?Oj ______ wiedziałam że masz nie wyparzoną buźkę,ale aż tak?-powiedziała nadal mnie trzymając-Jaką masz teraz lekcję,koleżanko?
-Matmę-odpowiedziałam cicho-Ej!Gdzie ty mnie ciągniesz?
-Po co masz się męczyć w klasie jak możesz posiedzieć gdzieś indziej?-uznała nadal mnie ciągnąc na sale gimnastyczną.Tylko nie to.
-Nie!Zostaw mnie!-krzyczałam.Dlaczego musiała być przerwa?Właściwie to bez różnicy.I tak by nikt nie zwrócił na mnie uwagi.Popchnęła mnie,a ja wylądowałam na podłodze w męskiej szatni.
-Posiedzisz tu trochę-odpowiedziała zamykając drzwi.
-Co?Nie!Wypuść mnie!-krzyczałam.Za późno.Zamknęła na klucz.Nic nie da siłowanie się.Mam 17 lat i nie potrafię się postawić głupiej szmacie?Nie cierpię siebie.Muszę poczekać aż wejdą tu chłopcy.Jaki wstyd.Nagle usłyszałam wkładanie klucza do zamka.Drzwi się otworzyły i ujrzałam wysokiego chłopaka.
-Um...co ty tu robisz?-spytał.
-Nie ważne.Dzięki za wypuszczenie-odpowiedziałam i wyszłam.
Wróciłam do domu.Nie będę siedzieć w tej szkole.Nie ma szans.
-Co ty tu robisz?-spytała moja matka.
-Wróciłam do domu,nie widać?-odpowiedziałam.
-Byłaś nie całe pół godziny w szkole?Wyjaśniaj!-krzyknął ojciec.Znów się zaczyna.
-Nie będę wam nic wyjaśniać!-krzyknęłam.
-Jak ty się odzywasz _____?-spytała matka.
-Tak jak wy do mnie!Nie cierpię was!Oskarżacie mnie o to,czego nie zrobiłam!-krzyczałam.Koniec tego.Wszystko jest przeciwko mnie.
-Przestań się drzeć!-odpowiedział mi ojciec.-Choć tu i wszystko wyjaśnij.Nie będę się z tobą użerał.
-Mam tego dosyć!-krzyknęłam i wyszłam z domu.Pobiegłam do parku.Usiadłam na jednej z ławek.Zakryłam twarz rękami i zaczęłam płakać.Po prostu płakać słonymi łzami.Nie sądzę że to pomoże,ale może chociaż przez chwilę poczuję się lepiej.Usłyszałam skrzypnięcie drewna gdzieś obok mnie.Nikt by nie chciał się do mnie dosiąść.Jeszcze jak płaczę.
-Nic ci nie jest?-usłyszałam głos.Więc to jednak nie przewidzenia.Podniosłam powoli głowę by zobaczyć kto się do mnie odzywa.To ten sam chłopak z szatni-Wszystko w porządku?
-Niezbyt-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Chcesz pogadać?-spytał patrząc na mnie.Nie odstraszyłam go?Jak to możliwe?
-Nie mam ochoty na gadanie o tym.-odpowiedziałam bez uczuć.Zmarszczył czoło.
-To może chociaż dasz się zaprosić na kawę?-spytał robiąc minę szczeniaczka.Mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Czemu nie?-spytałam,machając głową na 'tak'. Podniosłam się z ławki zaraz po nieznajomym.
-Jestem TaeHyung-powiedział.
-_____-odpowiedziałam.
-Miło mi cię poznać _____-odpowiedział z uśmiechem-Więc jeśli mogę spytać,to co robiłaś w męskiej szatni?-podniósł jedną brew do góry.
-Długa historia-westchnęłam.
-Mamy dużo czasu-zasugerował.
-Na stówę chcesz słuchać o moim życiu?-spytałam patrząc się na niego z dołu.Był ode mnie wyższy.O wiele wyższy.
-Jasne.Potem mogę tobie coś opowiedzieć o mnie-odpowiedział uśmiechając się do mnie.
-Okej-odpowiedziałam.
-Wow,twoja historia na serio jest dość...zwariowana-dodał Kim za mnie,gdy skończyłam opowiadać.
-Teraz twoja kolej-zignorowałam siebie.Chce się coś o nim dowiedzieć.
-Jestem Taehyung,mam 19 lat i chodzę do tej samej szkoły gdzie ty.Mam młodszą siostrę i brata.Byłem w Trainee i można uznać że jestem gwiazdą-przerwał na chwilę by podrapać się po karku.
-Zaraz,zaraz?Byłeś w trainee i jesteś gwiazdą?Nie kumam-powiedziałam zgodnie z prawdą.Ten wytrzeszczył oczy.
-Nie słyszałaś nigdy o Bangtan Boys?BTS?-spytał nie pewny.
-Nie...przepraszam że cię uraziłam czy coś-odpowiedziałam spuszczając głowę.
-Nic się nie stało!To nawet lepiej!Przedstawię ci moich debi....przyjaciół!I puszczę ci nasze piosenki!I...
-Hola hola!Nie tak szybko.Jeszcze nie dokończyłeś mi opowiadać-powiedziałam uciszając go.
-Oh,no tak.Więc jestem wokalem w Bangtan Boys.Zadebiutowaliśmy w 2013.Mogłaś nie słyszeć.Jest nas siedmiu.Mieszkam z nimi w Dormie.No chyba tyle.Nie miałem takich akcji jak ty.Moje życie jest nudne-zakończył.
-Po pierwsze.Jeśli jesteś tą całą 'gwiazdą' to czemu chodzisz do szkoły?-spytałam.
-Um....muszę.Mam blisko...nie przeszkadza mi to.Jakoś dużo osób na mnie nie zwraca uwagi więc po prostu się douczam.
-Okej.Po drugie nie chciałbyś, mieć życia jak ja-powiedziałam krzyżując ręce.
-Właściwie to nie,nie chciałbym.Ale w twoim życiu coś się dzieje!-uznał przyglądając się mnie.
-W twoim życiu też!Jesteś gwiazdą!Dajesz koncerty!Tańczysz!Nagrywasz teledyski!Śpiewasz!-zaczęłam wymieniać.
-W kółko jest to samo.Wszystko znam na pamięć.Wstać,trening,zjeść,odpoczynek,trening lub wywiad,spać.Wstać,koncert,zjeść,trening,spać.Wstać,trening,jedzenie,nagrywanie,spać!Cały czas to samo!Twoje życie jest nie przewidywalne-powiedział trochę ciszej.
-Dobra,zmieńmy temat czy coś-odpowiedziałam.
-Przepraszam że muszę wam przerwać,ale zaraz zamykamy lokal-powiedziała kelnerka
-Dobrze,przepraszamy już wychodzimy-powiedział TaeHyung.Wyszliśmy na ulicę.Jest już ciemno.-Odprowadzę cię.
-Okej-uznałam i skierowałam się do mojego domu.
-Może jutro też się spotkamy?-spytał gdy doszliśmy do właściwego budynku.
-Zobaczymy-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.Otworzyłam drzwi i skierowałam twarz na Tae.-Do zobaczenia TaeHyung.
-Pa _____-odpowiedział i odszedł.Westchnęłam i weszłam do ciemnego domu.
Kolejny dzień.Wczoraj zapomniałam o tym że dziś muszę wstać do cholernego mordoru. Westchnęłam i się ubrałam.Zeszłam na dół by coś zjeść.Ujrzałam moją rodzicielkę.Westchnęłam jeszcze głośniej niż przedtem i weszłam do kuchni.
-Może byś raczyła coś powiedzieć?-uznał ojciec wychylając głowę znad gazety.Zignorowałam to.-Nie myśl że pójdzie tobie to na sucho,że wróciłaś w nocy-wróciłam do pokoju.Nie dość że mam problemy w szkole,to jeszcze w domu.Świetnie.Wzięłam moją torbę i wyszłam z domu.Moje myśli wciąż krążyły wokół Taehyunga.Czy dzisiaj będzie w szkole?Muszę się go o coś spytać.Bardzo mnie to ciekawi,co on robił poza szkołą,niecałe pół godziny po mnie.Jest to bardzo ciekawe.
-Wróciłaś!Wczoraj o ciebie bardzo się martwiłam-powiedziała Rebecca.Zaczyna prosto po wejściu do szkoły.Czy ona kiedyś da mi spokój?-Znowu się nie odzywasz?
-Możesz mnie zostawić?-spytałam.
-Nie ______-odpowiedziała zatrzymując mnie.Ponownie to samo.-Teraz grzecznie mi powiedz,co dziś tobie zrobimy?-spytała wbijając paznokcie do moich ramion.
-Panno Rebbeco,lekcje się zaczynają-powiedział któryś z nauczycieli.
-Będzie na to kolejna przerwa-powiedziała patrząc się na mnie z nienawiścią.czy coś jej zrobiłam?Nie ważne idę poszukać mojego jedynego przyjaciela.
Nigdzie go nie ma.Czy to możliwe że go nie ma?Nawet nie wiem czy się dziś spotkamy.Chciałabym z nim dłużej pogadać.Jest jedyną osobą którą polubiłam.Westchnęłam i wbiegłam do klasy.Był już dzwonek.
-Zdążyłaś _____-powiedział nauczyciel Matmy.-Siadaj-zrobiłam co kazał.Usiadłam na wolnym miejscu z tyłu.-Dziś porozmawiamy o...
Nie wiem kiedy zadzwonił dzwonek.Wybiegłam z klasy by tylko nie spotkać się z Rebeccą.Wpadłam na kogoś.
-Właśnie cię szukałam-powiedziała ona.Ugh.Czemu mam takiego pecha?-wymyśliłam już co dziś będziesz robiła.Po prostu zanurzę ci głowę w kiblu!
-CO?Nie!-krzyknęłam.
-Przecież tego jeszcze nie było!Weź nie przesadzaj!-zaczęła się śmiać.
-Nie!-krzyknęłam ponownie.Chwyciła mnie za włosy.Pisnęłam.
-Słuchaj młoda.Zrobisz to co ja....
-Nic nie będzie robić-usłyszałam Taehyunga.
-A ty kim jesteś? -prychnęła nadal trzymając moje włosy.
-Puść ją to pogadamy-odpowiedział.On wie kiedy się pokazać.
-Nie będę nikogo puszczać.Za kogo ty się uważasz?-spytała Rebecca.
-Nie zaczynaj sobie.Nie bije kobiet i nadal nie chce tego robić-powiedział.Rebecca, na tyle głośno bym usłyszała,przełknęła ślinę.-A teraz ją puść-dodał po chwili.Poczułam rozluźnienie uścisku z moich włosów.Wyprostowałam się i spojrzałam na Rebecce i Tae.
-Nic mi nie zrobisz-powiedziała trzęsącym głosem Rebecca.Spojrzałam ponownie na Hyunga.Miał zaciśnięte ręce w pięści i patrzył to na mnie to na nią.
-Choć _____,idziemy-powiedział rozluźniając się.Podeszłam do niego.Oparł rękę na moich barkach,i poszliśmy przed szkołę.
-Dziękuje-szepnęłam.
-Nie ma za co.Nie mogłem pozwolić na to- powiedział,bacznie mi się przyglądając.
-Reszta mogła.Jesteś jedynym kto mi kiedykolwiek pomógł.Dziękuje Hyung.
-Nie dziękuj,już mówiłem że nie ma za co.Mogę cię gdzieś wziąć?I tak na lekcje jesteśmy już spóźnieni-powiedział.
-Jasne.tylko gdzie?
-Do mojego dormu.Chciałbym ci przedstawić moich przyjaciół-wstał i pociągnął mnie za rękę.Zaczęliśmy biec.
-Zwolnij trochę!Jesteśmy już za murami szkoły!-krzyczałam.Zatrzymał się,ale nie na długo.Zrobił jakąś głupią minę.Zaczęłam się śmiać i iść za nim.
-Z czego się śmiejesz?-spytał zaciekawiony.
-Z ciebie-uznałam.
-Ej!-krzyknął szturchając mnie.
-Zrobiłeś zabawną minę.-powiedziałam.Popatrzył na mnie z 'złą' miną.Zrobiłam tą samą,głupią minę co on.Zaczął się śmiać.
-No,jesteśmy na miejscu.Tu mieszkam-powiedział,pokazując na dość spory budynek.Z środka dało się usłyszeć krzyki i śmiechy.-nie bój się ich,nie są groźni.Chodź!-poszłam za nim do środka.
-Co ty tu robisz?-spytał jeden z nich.
-mieszkam?-odpowiedział Taehyung.
-Nie powinieneś być w szkole?-spytał kolejny.
-A ty nie powinieneś ich uciszyć?Słychać was na podwórku-uznał.
-A kto to jest Kim?-dopytywał kolejny patrząc na mnie.
-To jest ____ moja....przyjaciółka.Chciałem jej pokazać z jakimi debilami mieszkam-uznał.Wydobyłam z siebie cichy chichot.
-Um....okej.Jestem Rap Monster.Dla kolegów NamJoon.-przedstawił się jeden z nich.
-Widzę że reszta się nie przedstawi,więc ja to zrobię.-Przewrócił oczami Kim.-Tamten to Suga lub Min lub Yoongi,twój wybór.Kolejny to Jin lub SeokJin.Dalej Jimin,J-Hope lub HoSeok.Tamten przy stole to nasz maknae,JungKook,Kook lub Jeon.Mnie znasz-wymienił wszystkich Hyung.-Więc może byście się przywitali osły?Przepraszam za nich-Uznał.
-Nie musisz przepraszać.Też się nie przywitałam-powiedziałam z uśmiechem.Wszystkie oczy były skierowane na mnie.-Um....Cześć?Witam?Jestem _____.Dla przyjaciół tak samo.-uśmiechnęłam się.Odwzajemnili uśmiech.
-_____ Chcesz się czegoś napić?-spytał Kim.
-Poproszę wodę-odpowiedziałam.
-Zaraz przyjdę-odpowiedział i wyszedł.Ta cisza jest niezręczna.Czemu się wszyscy tak lampią.Zachrząknęłam.
-Debile!Przestańcie się tak lampić!Nie widzieliście nigdy kobiety?-powiedział Rap Monster.-Usiądź.
-Dzięki-odpowiedziałam i usiadłam na wskazanym miejscu.
-Więc ty i V się przyjaźnicie?-V?Nie znam żadnego V...Chwila.To pewnie Kim!Na pewno ma jakąś ksywkę.
-Taa-odpowiedziałam po dłuższej ciszy.Czy my się przyjaźnimy?Wczoraj się poznaliśmy...
-Już jestem-odpowiedział Kim podając mi szklankę wody.Usiadł na kanapie obok reszty.
-Ej,nie zjem was-powiedziałam.Wszyscy się tylko patrzyli.Trochę są dziwni.Groźni na pewno nie są.Raczej...nie ważne.
-Na pewno?Jestem ciastkiem,nie ufam ludziom-odpowiedział Kook z uśmiechem.Zaśmiałam się.
-Nie zjem.Zaufaj mi.Nie jem ludzi-odpowiedziałam z uśmiechem.
Po kilku tygodniach nieźle dogadywałam się z Bangtan Boys.Już nie boją się że ich zjem.Chyba.Przychodzę do nich prawie codziennie.Przesiaduje z nimi godziny.W domu mało co mnie widać.Jak już to nie z rodzicami.
-JIN KIEDY BĘDZIE JEDZENIE?-krzyknął Jimin.Znów u nich siedzę.Nie mają nic przeciwko.Bardzo lubią moje towarzystwo.Jestem jedyną dziewczyną która tu przychodzi.Sprzątam i gotuje jak SeokJin wpuści mnie do kuchni.Dziś jednak nie wpuścił.
-ZARAZ!-odkrzyknął.
-Zaraz to,to wygram,zobaczysz!-krzyknął V który grał w Fifę razem z JungKookiem.Rap Monster grał w jakąś badziewną grę razem z Sugą i Hopem.Jimin leżał rozwalony na sofie.Ja siedziałam na podłodze i sprawdzałam Facebooka.
-NIEEEEEE!-krzyknął JungKook na cały budynek.Spojrzałam na telewizor.V wygrał.Właśnie tańczył bardzo dziwny taniec.Zaczęłam się śmiać.
-Dobra,dzieci chodźcie jeść-powiedział SeokJin wchodząc do salonu w fartuszku.
-Bardzo ładny ten twój różowy fartuch-uznał NamJoon wchodząc do kuchni.
-Ha-ha-odpowiedział Jin,przewracając oczami.
-Co zrobiłeś?Umieram z głodu-powiedział Jimin siadając przy dużym stole.
-Zrobiłem Kimchi-odpowiedział nalewając wszystkim.
-Wiesz że umiemy sobie poradzić,co nie?-spytałam gdy nalewał mi jedzenia.
-Jestem ciekaw kto by to potem sprzątał-odpowiedział.
-Ja.Ja sprzątam-odpowiedziałam z uśmiechem.
-Chciało by ci się sprzątać całą kuchnie,wraz z salonem?-spytał patrząc na mnie.
-Nie wiem.Sprzątam cały dom więc w czym problem?A jak byś wyjechał?Jak by sobie oni poradzili?-pokazałam patrząc po reszcie.Wszyscy gderali i się śmiali.Przy tym rozlali trochę Kimchi.Westchnęłam.
-Nie poradzili.Dorm byłby w płomieniach-uznał SeokJin.
-Okej.Zgadzam się.Mogło by tak być-powiedziałam jedząc.Już przywykłam do ich jedzenia.Zwykle jedzą Kimchi,prawie codziennie.Albo inne pierdoły,sushi jak kupią.Zależy.
-To ja już idę.Do jutra!-krzyknęłam i wyszłam.Muszę wrócić do domu i iść od razu do pokoju.Wtedy nie będzie problemu z rodzicami.Weszłam po cichu do domu drzwiami tylnymi.Muszę tylko przejść przez kuchnie i będę w poko...światło się zapaliło.
-Cholera-powiedziałam cicho jak ujrzałam mojego ojca.
-Ładnie to tak wracać późno?I jeszcze się skradać?-spytał patrząc się na mnie.
-Nie jest aż tak późno.Jestem prawie pełnoletnia tato-odpowiedziałam.Ojciec wstał i podszedł do mnie.
-Musimy pogadać-odpowiedział.
-Muszę iść spać.Jutro jest szkoła-odpowiedziałam i próbowałam go wyminąć.Zablokował mi przejście ręką.
-Nigdzie nie idziesz.Powinnaś dostać karę za odzywanie się do ojca i matki.Właściwie za wszystko co robiłaś przez ten czas-powiedział.
-Czyli za co?-spytałam opierając się o ścianę.
-Czyli za kłamanie,wymykanie się,wagary,ucieczki ze szkoły,nie bycie w domu i odzywki do nas-powiedział patrząc się na mnie z góry.
-Po pierwsze,na wagary nie chodziłam.Po drugie uciekłam tylko dwa razy bo miałam problemy.Po trzecie jestem za duża na jakieś 'kary' -odpowiedziałam.
-Za duża?A ile ty masz lat dziecko?!Myślisz że siedzenie gdzieś cały dzień spowoduje że nie będę z tobą rozmawiać?!-krzyczał.
-Nie krzycz na mnie-odpowiedziałam spokojnie.Odsunął się trochę.
-Odkąd przez ciebie odszedł mój ukochany syn,nie mogę na ciebie patrzeć normalnie-powiedział patrząc na mnie z obrzydzeniem.
-Przeze mnie?!Ja nic nie zrobiłam!Sam jechał na tym motorze!To wy go nie pilnowaliście!To tylko i wyłącznie wasza wina!-zaczęłam krzyczeć.
-Nasza wina!?To ty powinnaś była go pilnować!To twój brat!-też zaczął krzyczeć.
-Był ode mnie starszy!Nie mogę zakazać robić czegoś osobie pełnoletniej!Do tego starszej!To by był brak szacunku!
-Jakoś do mnie i do matki nie masz szacunku!
-Mam szacunek!Tylko odkąd uważacie że wszystko to moja wina czuje że mnie nienawidzicie!
-BO CIĘ NIENAWIDZĘ!JESTEŚ NAJGORSZĄ CÓRKĄ!-krzyczał jeszcze głośniej.
-Dziękuje!A ty jesteś najgorszym ojcem!Ojcem który nie potrafi przypilnować swojego syna bo spanie jest ważniejsze!Mówiłam ci wstań bo Lee chce jechać motorem to powiedziałeś że cię to gówno obchodzi!CO JA MIAŁAM ZRO...-zatkało mnie.Ojciec wywrócił mnie i usiadł na mnie okrakiem okładając mnie pięściami.
-Nie mów tak o mnie!Ty jesteś najgorsza!Wszyscy ciebie nie cierpią!Powinnaś zdechnąć!-krzyczał.Wyrwałam się z jego uścisku.Zaczęłam biec.Biec jak najdalej od tego domu wariatów.Gdzie była mama?Czemu mnie nie broniła?A tak.Ona też mnie nie cierpi.Gdzie ja mam teraz iść?Zostało mi tylko jedno miejsce...
-____?Co ty tu robisz?Jezu!Co ci się stało?Nie płacz.Chodź-powiedział NamJoon otwierając mi drzwi.Był tylko w spodniach dresowych,więc oznacza to że spał.Wszyscy śpią.To nie był dobry pomysł tu przychodzić.Tylko ich pobudzę.
-Może ja jednak pójdę?Widzę że śpicie...
-Nawet tak nie mów!Coś się stało.Choć,opatrzę cię-powiedział i skierował się do toalety.Usiadłam na wannie.Rap Mon wyciągnął apteczkę.-Uwaga,może piec.-powiedział przykładając wacik do mojego policzka.Syknęłam i zamknęłam oczy.-Rozwalił ci policzek,wargę i nabił wielkiego siniaka pod okiem.Kto to zrobił?Dotarłaś do domu?
-Tak.-odpowiedziałam cicho.Wyciągnął lepce i przykleił na policzek.
-Zaraz wracam.-powiedział i wyszedł.
-Okej.-odpowiedziałam.
-Ktoś przyszedł czy gadasz sam ze sobą?-spytał chyba Tae który zszedł na dół.
-Idź spać V-odpowiedział NamJoon wchodząc do łazienki.-Przyłóż to do oka-przytaknęłam i tak też zrobiłam.
-_____?!Kto ci to zrobił?!-krzyknął TaeHyung wchodząc do łazienki.Spuściłam głowę.
-Kim!Nie drzyj się.Pobudzisz resztę.Chcesz tu jakieś zebra...
-CO CI SIĘ STAŁO ____?!-Krzyknął Jin wchodząc do łazienki.
-...nie-dokończył Rap Monster.Nagle wszyscy znaleźliśmy się w salonie.
-Więc powiesz kto to zrobił?-spytał Jimin ziewając.
-Um....mój....mój tata...-szepnęłam i spuściłam głowę.
-CO?-spytał piskliwym głosem maknae.Nagle wszystkie pary oczów skierowały się na mnie.
-Twój ojciec?Serio gadasz czy kłamiesz?-spytał J-Hope.
-Tak....mój ojciec mi to zrobił-odpowiedziałam.Nagle poczułam uścisk.Ktoś mnie przytula?Spojrzałam na osobę która to robi.To Kim TaeHyung.Odwzajemniłam uścisk wtulając się mocniej.Niechciane łzy poleciały mi po policzkach.
-GRUPOWY UŚCISK!-krzyknął YoonGi.Wszyscy się do mnie wtulili.To jest....takie miłe.
-Mogę spać na sofie-powiedziałam.
-Nie będziesz tu spała.Albo u góry albo...albo u góry-powiedział Rap Mon.
-Ale na serio tu mogę spać!Nic mi się nie stanie-powiedziałam przewracając oczami.
-Nie i koniec-uznał V.
-Przestańcie!Będę tu spała i koniec!-krzyknęłam i rozłożyłam sofę.Chłopcy cały czas się patrzyli co robię.Gdy ułożyłam już poduszki,jednocześnie wskoczyli na łóżko,kładąc się.-Ej no!Chłopcy!Ja tu śpię!-krzyczałam patrząc co oni robią.Ta sofa nie pomieści siedmiu osób.Czwórka spała zgnieciona przez trójkę.-Halo?No ej nie wygłupiajcie się!Wiem że nie śpicie-powiedziałam najmilej jak potrafię.J-Hope zaczął chrapać.-Bo położę się na was-zagroziłam.
-Nie jesteś ciężka,kładź się.-powiedział Jin.Fuknęłam.
-Nie będę na was spać-powiedziałam krzyżując ręce.
-To śpisz u góry?-spytał JungKook patrząc na mnie jednym okiem.
-Gdzie niby?-spytałam siadając na stole.
-Tae ma w pokoju drugie łóżko-powiedział NamJoon.Wzdychnęłam.
-Niech wam będzie-odpowiedziałam.Wszyscy naraz się podnieśli i stali na baczność.-Zachowujecie się ja dzieci.
-Gugu-Gaga.
-Więc ty tu śpisz-powiedział Kim pokazując palcem na łóżko a drugą ręką drapiąc się po karku.To jakiś tik czy co?Wszyscy 'mężczyźni' się tak drapią.
-Okej-odpowiedziałam kładąc się na łóżko.
-Chcesz spać w tym?-spytał
-A w czym innym?Nie mam nic innego-odpowiedziałam siadając.V nagle znalazł się przy szafie i wyciągnął bluzę i dresy.-Nie sądzisz że dresy będą za duże?
-Może i będą-odpowiedział.-Nie mam nic babskiego-dodał.Odrzuciłam mu spodnie.
-Bluza mi wystarczy.Wydaje się być bardzo długa-odpowiedziałam i wyszłam z pokoju do łazienki.Była pusta.Na szczęście.Nie czekałabym.Weszłam do niej i przebrałam się w bluzę TaeHyunga.Sięgała mi do połowy uda,więc na V była z krótka.Wiem to,bo jestem od niego bardzo niska.Ledwo sięgam mu do brody.Wypuściłam włosy z kucyka i odpięłam wsuwki.Poprawiłam włosy.Nie zmyje makijażu bo nie mam tu kosmetyczki i rano bym wyglądała jak potwór.Wiem to.Poskładałam ubrania.Na białej koszulce była krew.Świetnie tato.Jesteś najlepszy.Jestem gotowa.Skierowałam się do pokoju Tae.Ktoś na mnie wpadł.
-Oj sorry-powiedział Suga.Spojrzał na mnie i otworzył szerzej oczy.
-Nic się nie stało.Możesz mnie przepuścić?Jestem zmęczona-odpowiedziałam. Delikatnie ustąpił mi miejsca.Stał dalej.Okej?To jest dziwne.Weszłam do pokoju V.Kim leżał już na łóżku przykryty kołdrą. -Czemu nie zgasiłeś światła?Trafiłabym-powiedziałam i zgasiłam.
-Sorry-odpowiedział i odwrócił się do mojego łóżka przodem.Ułożyłam się wygodnie.-Nadal nie mogę uwierzyć że zrobił ci to twój ojciec.
-Ja też.Też nie mogę uwierzyć Hyung-powiedziałam i natychmiastowo usnęłam.
Tamten dzień był na tyle męczący że obudziłam się o jedenastej.Tae też jeszcze spał.Dziś jest wtorek!Trzeba było iść do szkoły!Już za późno.Wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki.Moich ubrań nie było tam gdzie je położyłam.Czyżby były w pralce?Zgadłam.Ktoś wrzucił moje ubrania do pralki i są mokre.Mam chodzić tylko w tej bluzie?Ugh.Przeszłam szybko do pokoju V.Otworzyłam jego szafkę i wyciągnęłam dresy które wczoraj mi zaoferował.Duże czy nie,lepszego wyjścia nie mam.Wróciłam do łazienki i ubrałam je.Zaciągnęłam mocno sznurki.Nie wygląda to tak źle.Może trochę nogawki za długie,ale jak na razie da się znieść.W ich dormie,rano na serio jest chłodno.Uczesałam swojego zwykłego kucyka i wystające włosy spięłam wsuwkami.Makijaż nie rozmazał się w ogóle.Jest to aż dziwne.Zeszłam na dół i zobaczyłam pustkę.Czy na serio wszyscy śpią?Ale tak wszyscy,wszyscy?Śpiochy.Postanowiłam zrobić śniadanie dla wszystkich.Jeśli nie wstaną na czas to pójdę ich obudzić.I to nie będzie miłe wstawanie.
Wszyscy są już prawie na dole oprócz V.Tak jak powiedziałam tak też zrobię.Zaniosłam wszystkim naleśniki a sama skierowałam się do łazienki by nalać zimnej wody do kubka.Gdy już to zrobiłam skierowałam się to pokoju V.
-V wstawaj-powiedziałam.
-Daj mi spać-odpowiedział i przewrócił się na drugą stronę.Ściągnęłam z niego kołdrę.Krzyknął.
-Wstajesz?
-Oddaj mi kołdrę i daj mi spać-odpowiedział.
-Sam tego chciałeś-powiedziałam i wylałam wodę na jego włosy.Krzyknął głośniej niż przedtem ale się podniósł.
-Serio?Chcesz żebym był chory?Ty mała małpo!-krzyknął i wstał z łóżka.Zaczęłam piszczeć i biegać po pokoju.On mnie gonił.Trochę się zmęczyłam.Dogonił mnie.-Mam cię-odpowiedział i mnie podniósł.Podniósł też kołdrę i się nią okrył.
-Przykryłeś mnie.Nie mogę oddychać-powiedziałam.Wisiałam na jego ramieniu.
-To podnieś kołdrę do góry?-odpowiedział wychodząc z pokoju.-A po drugie myślałam że nie chcesz tych dresów.
-To miałam iść z gołą dupą?-spytałam trzymając kołdrę.
-Ugh.Nie-odpowiedział.
-Dzień Dobry-przywitał się Suga z V.-Gdzie ______?
-Nie widzisz jej?-Spytał klepiąc mnie po tyłku.
-Zboczeńcu zostaw mnie!-Krzyknęłam.V zaczął się śmiać.
-Czy ty na serio się kąpałeś?Kąpiesz się dwa razy dziennie?-spytał NamJoon.
-Nie.Ta mała smarkula wylała na mnie wodę.Zimną wodę-powiedział i usiadł.
-Mógłbyś mnie dać na ziemię?-spytałam.
-Mógłbym,ale tego nie zrobię-powiedział.
-Wiesz że jeśli mnie nie puścisz nie dostaniesz śniadania?-spytałam stukając o jego plecy.
-Zajebiste jest.Bierz dopóki _____ oferuje!-krzyknął Jin.Tae westchnął i mnie opuścił.
-Już idę-powiedziałam i skierowałam się do kuchni po dwie porcje naleśników.
-Dzięki-odpowiedział Kim zawinięty w kołdrę.
-Nie jest aż tak zimno-zaczął Jimin.
-Zostałem oblany lodowatą kranówą i do tego jestem w samych dresach.Jak mi ma być nie zimno?-spytał V jedząc kawałek naleśników.
-Nie jest tak źle stary.
-Więc ja już może pójdę-uznałam ubrana.
-Gdzie chcesz iść?-spytał J-Hope.
-Do domu?-odpowiedziałam.
-Tu jest twój dom.Zawsze był i zawsze będzie-powiedział NamJoon.
-Co ty wygadujesz?Nie masz gorączki czy coś?
-Od dziś to twój dom!Mieszkasz tu!Nie wrócisz tam!-krzyczał JungKook.
-Serio?
-Serio-odpowiedział Jin.
-Dziękuje-odpowiedziałam ze łzami szczęścia.Są moimi prawdziwymi i jedynymi przyjaciółmi.Nigdy takich nie miałam.
-Nie ma za co młoda-odpowiedział Suga.Kocham ich.Kocham ich nad życie,bo są moim życiem.
-Widzisz co narobiłaś _____?Rozchorował się!-Krzyknął Jin pokazując mi termometr.
-Kto?Dlaczego ja?-spytałam.Mieszkam tu dwa dni.Już powoduje problemy.Ugh.
-Dziś mieliśmy mieć trening a V się rozchorował.Przez tą twoją wodę!-odpowiedział mi NamJoon.
-Przepraszam-odpowiedziałam spuszczając głowę jak najniżej mogłam.
-Choć ta woda to dobry pomysł!-odpowiedział Suga-Już wiem jak będzie można ich budzić!
-Chyba ciebie Suga,chyba ciebie-dodał J-Hope.
-A może zrobimy tak że ty zostaniesz z Tae i się nim zaopiekujesz,a my pójdziemy na tą durny trening?-zasugerował Jimin.
-Okej.I tak nigdzie nie pójdę więc czemu nie?-odpowiedziałam.-Jeszcze,ja to zrobiłam więc muszę z nim zostać-dodałam.
-To my lecimy.Zrób mu herbatę i jeśli by coś go bolało to...
-Wiem co mam robić Jin,możesz iść-przerwałam mu.Ten się uśmiechnął i wyszli.Skierowałam się do kuchni i zrobiłam herbatę.Zaniosłam ją do pokoju V.Grał na telefonie.
-Powinieneś spać Tae,nie grać-powiedziałam.
-Przesadzasz.Całkiem nieźle się czuje-powiedział i się uśmiechnął.
-Ale nie wyglądasz.Jesteś jak zombie,zielony,masz podkrążone oczy i do tego temperaturę!Może się w niego zmieniasz?
-Skąd taki wniosek?-spytał odkładając telefon.
-Nie oglądałeś The Walking Dead*?-spytałam.
-Nie.
-To nie ważne-odpowiedziałam i usiadłam na łóżku.
-Dzięki za herbatę-podziękował i się do mnie odwrócił.-Czemu?
-Co czemu?-spytałam.
-Czemu tu jesteś?Siedzisz ze mną i w ogóle-spytał patrząc się na mnie uważnie.
-Ponieważ przeze mnie jesteś chory i dlatego że jesteś moim przyjacielem?-odpowiedziałam.
-Przyjacielem...-odpowiedział i się wtulił w poduszkę.
-Wszystko w porządku?-spytałam przykładając dłoń do jego czoła.Rozpalone.
-Tak.Wszystko w porządku-odpowiedział i usiadł.
-V powinieneś leżeć.-powiedziałam.Kim nic nie odpowiedział tylko patrzył w moje oczy.Patrzył w nie uważnie.
-Słuchaj _____. Odkąd cię poznałem,odkąd spotkałem cię w tej szatni po prostu...nie wiedziałem co się ze mną dzieje.Chciałem być przy tobie cały czas.Chciałem słyszeć twój głos,śmiech a nawet płacz bym mógł cię uspokoić.
-V ale...-przyłożył palec do moich ust.
-Csii...nie wiedziałem co ze mną się dzieje.Po prostu przy tobie byłem taki szczęśliwy.Nie mogłem się skupić.Nigdzie,ani na treningach,ani w szkole.Wtedy,gdy obroniłem cię przed Rebeccą,miałem nie iść do szkoły.Źle się czułem.Ale jak tylko pomyślałem o tobie,chciałem być blisko ciebie,chciałem cię obronić.Zdążyłem.Biegłem do szkoły.Biegłem by ciebie zobaczyć.Gdy zobaczyłem jak Rebecca cię ciągnie za włosy,krew we mnie zabuzowała.Po prostu podszedłem tam i nie wiedziałem co się dzieje.Po prostu chciałem ci pomóc.Chciałem ją nawet pobić.Gdy zobaczyłem cię w łazience,pobitą pomyślałem dlaczego nie obroniłem cię,czemu nie poszedłem z tobą?Wtedy dowiedziałem się co to było.To miłość.Wiedziałem że przy tobie jestem szczęśliwy.Jak widziałem cię w mojej bluzie,bez tych durnych dresów,wiedziałem że chce żebyś nosiła to cały czas.Bez przerwy.Chciałem ciebie w moim łóżku i chciałem ciebie w moich ubraniach.Rozumiesz?Zakochałem się-powiedział.Nasze głowy dzieliło tylko parę centymetrów.Przybliżał się coraz bardziej i bardziej aż musnął moją wargi.Tak delikatnie,jak by bał że zrobi mi krzywdę.Nasze języki współpracowały,dogadywały się.Usta idealnie pasowały,jak by były nierozłączne.Wszystko było takie idealne.Teraz też to zrozumiałam.To jest miłość.
-Też cię kocham-powiedziałam w jego usta.Na chwile przestał mnie całować i spojrzał na mnie.
-Nie lubię tego określenia.To jak mówienie do rodziców bo musisz.
-Przestań udawać że czytałeś AFTERa**!-powiedziałam.On tylko podniósł jedną brew do góry.-Mój ty głuptasie.Za to cię kocham.-powiedziałam i wtuliłam się w niego.
-Teraz mamy nie dość że twa gołąbki to jeszcze dwóch chorych!-Krzyknął Jin jak wszedł do pokoju V.Spaliśmy wtuleni w siebie.To jest to na co czekałam.Na przyjaciół i kochającego chłopaka.
###########################################################################
*w The Walking Dead ,osoba która była ugryziona robiła się właśnie zielona i dostawała mocnej gorączki.Zamieniała się w Zombie.
**w opowiadaniu AFTER Harry (Styles) powiedział bardzo podobny tekst do Tessy (głównej bohaterki).
I jak się podoba pierwszy Imagin? :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz