czwartek, 19 listopada 2015

4.BYŁY CZŁONEK EXO*Luhan* Lu Han


Chce spełniać marzenia.Jednym z moich wymarzonych rzeczy jest zostanie Trainee.I chyba powoli się spełnia.Właśnie pakuje swoje manatki i wyjeżdżam do Seulu!Czy to nie wspaniałe,że mogę pokazać swój  talent?Nawet zbytnio nie wiem co mnie tam czeka...
-_____ jesteś gotowa?-krzyknął mój ojciec z dołu.Ma zamiar zawieść mnie aż tam!Nadal w to nie wierzę.Jeśli przejdę Casting,wygram wszystko.
-Tak,już schodzę-odpowiedziałam ,pożegnałam się z moim pokojem i wyszłam z domu.

Właśnie wchodzę do SM Entertainment.Jestem tak podekscytowana,że mam ochotę skakać po całym budynku.A co jeśli mnie nie ze chcą?Właściwie nie myślałam o tym.Pewnie zostanę kelnerką czy coś.Tak sądzę.Wchodząc do poczekalni,usiadłam na jednym z krzeseł.Mój tata został w samochodzie.Jestem sama,zestresowana,pewnie bez szans.
-PROSZĘ WSZYSTKICH O PODEJŚCIE PO NUMEREK!-krzyknął jakiś facet w ciemnych okularach.Posłusznie wstałam i podeszłam po cyfry.Ze stresu ledwo odczytałam te numery.Chyba 45386.
-Też się tak stresujesz?-spytała dziewczyna siedząca obok..
-Bardzo-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Jestem Bae BoReum- powiedziała z uśmiechem.
-_____-dopowiedziałam.

-Numer 45386-powiedział człowiek w garniturze.Gdy po chwili mój mózg przetworzył,że to ja ,wstałam i poszłam za mężczyzną.
-Witam.Zaczynaj,bo nie mamy czasu-powiedział ten sam facet w ciemnych okularach,siedzący na krześle.Wzięłam mikrofon i zaczęłam śpiewać i tańczyć do tej piosenki. Nie powiem że wychodziło mi to źle,bo po tylu ćwiczeniach było przynajmniej dobre.Gdy skończyłam,spojrzałam na mężczyznę.Okulary miał ściągnięte,i patrzył na mnie z otwartą buzią.Nie wiem co właściwie sądził.Było to zdziwienie,że to było takie okropne czy takie dobre?

Pożegnałam się,i wyszłam do poczekalni.On ani razu się nie odezwał!
-I jak było?-spytała zdenerwowana BoReum.
-Tak trochę cicho-odpowiedziałam.Zaraz miała być ona.
-Ale podobało mu się czy nie?-dopytywała.
-Nie wiem!Nie powiedział ani słowa po moim występie.Tylko patrzył się na mnie-odpowiedziałam,siadając na swoim krześle.


-I JAK?-krzyknęłam gdy przybiegła do mnie.
-Powiedział,że jest szansa,że się dostanę!-krzyczała.Uśmiechnęłam się.
-Jestem ciekawa co będzie ze mną-dodałam cicho,gdy wreszcie usiadła.
-Ja też!-odpowiedziała pijąc wodę.

Właśnie czytają listę kto się dostał!Jezusie!
-...i Bae BoReum- powiedział.Nie przeczytał mnie.Po prostu mnie nie przeczytał.Nie dostałam się?Słyszałam płacz wewnątrz mnie.Głośny płacz.Za głośny.
-Płaczesz?Przestań!-krzyczała Bae.Mam nie płakać?
-ZAPOMNIAŁBYM!Bardzo dobrą uczestniczką była ____.Nie mówię że najlepszą,ale jedną z lepszych.Ona też się dostała.To chyba było oczywiste.Więc czemu płacze?-spytał człowiek w okularach uśmiechając się do mnie.Spojrzałam na niego,i zaczęłam krzyczeć.
-WIDZISZ?!MÓWIŁAM!-krzyczała razem ze mną,BoReum.

Pierwszy dzień.Jestem w pokoju,razem z Bae i paroma innymi dziewczynami.Jak się dowiedziałam,dziś jeszcze mogliśmy pospać.Spaliśmy trzy godziny.Czy to dużo?
-Witam zebranych-zaczął ten sam facet w okularach.-jak się spało w waszych nowych pokojach?Myślę że dobrze,bo nie spędzicie tu mniej niż rok.Regulaminy wiszą na waszych drzwiach.Przeczytajcie sobie.Jeśli złamiecie jakiś punkt,możecie się pożegnać z Trainee.Wstajecie o 5:30 chodzicie spać o 3-4.Chodzicie do szkoły,ćwiczycie,jecie mało.Jak na razie wam wystarczy.Jest 6:00.Zaraz zaczną się wasze ćwiczenia taneczne.Grupy znajdziecie za wami.Żegnam i życzę powodzenia-zakończył i odszedł.Podeszłam do tablicy,i próbowałam odnaleźć siebie.Jest!Numer sali:556.
-Gdzie idziesz?-spytała Bae.
-556,a ty?-odpowiedziałam.
-123.Spotkamy się później!-krzyknęła i pobiegła.Poszłam szukać swojej sali.Nawet nie wiem gdzie zacząć!Gdy rozglądałam się po korytarzach,czy to nie ten,wpadłam na kogoś.
-Oj!Przepraszam!-krzyknęłam od razu się odsuwając.
-TWOJE PRZEPROSINY MAM W DUPIE!-powiedział trochę wkurzony.
-Na serio nie chciałam!-odpowiedziałam trochę zirytowana jego zachowaniem.Bo kto normalny wydziera się właściwie o nic?-Po prostu jestem nowa i szukam sali ,i nie zauważyłam cię.
-Co szukasz?-dopytał z niezbyt miłym wyrazem twarzy.
-Sali 556-odpowiedziałam.
-Na serio?Musisz iść na prosto,w prawo po czym po schodach w górę,na lewo i prosto-odpowiedział i odszedł.Może jednak go polubię?

Co za kawał drania!Oszukał mnie!Wyszłam w jakieś przeklęte korytarze,z których nie potrafiłam wyjść przez piętnaście minut!A gdy wyszłam ,przez kolejne dziesięć szukałam sali!Otwarłam drzwi i wbiegłam na sale.
-Co tak długo?-spytała trenerka.
-Przepraszam,nie potrafiłam znaleźć sali-powiedziałam,kłaniając się po same kostki.
-Nic się nie stało,idź na swoje miejsce-uznała.Po chwili pokazała mi palcem.Stanęłam na pokazanym miejscu i zaczęłam się rozgrzewać.-Dziś przyjdzie do was chłopak,który będzie debiutował w zespole EXO.Jest to Lu Han .Powinien przyjść za niedługo i pomóc wam nauczyć się danego układu.Żeby dostać się do zespołów,musicie spełniać warunki.Jednym z nich jest nauka tego tańca-myślę że nie może być jakoś bardzo trudny,co nie?

Myliłam się.Jest bardzo trudny.Ćwiczymy go już dwie godziny,a ja nie mogę zapamiętać najprostszych ruchów.Czemu mi tak nie wychodzi?
-Dzień Dobry!Można?-usłyszałam znajomy głos.Spojrzałam na drzwi,i zobaczyłam tego samego chłopaka,który "pomógł" znaleźć mi to miejsce.
-Można,można!Dobrze że wreszcie przyszedłeś LuHan!-ucieszyła się trenerka.Wszystkie dziewczyny patrzyły na niego jak na obrazek!O co chodzi?Przecież wcale nie jest przystojny.Nawet nie jest mądry.Jest brzydki,głupi i złośliwy!Tak właśnie.
Z uśmiechem wszedł do sali,zamykając drzwi.Spojrzałam na niego piorunującym wzrokiem,którym chciałabym żeby zginął.
-Więc może pokażesz czego dziewczyny będą się uczyć?-spytała trenerka mrugając do niego rzęsami.Ona też?
-Mam pokazać dziewczęcy układ?-spytał śmiejąc się.
-Po prostu pokaż swój układ,którego ty się uczyłeś-odpowiedziała z uśmiechem trenerka.Posłusznie ustawił się na środku sali,czekając na muzykę.Za ten czas poszłam napić się wody.Gdy zaczął,patrzyłam na niego kątem oka.Jakoś niezbyt interesowało mnie,co tańczy i jak.Słyszałam te westchnienia dziewczyn obok,i zdania typu "jaki on jest piękny". Westchnęłam cicho nad tym jakie są głupie.Jest irytujący i zapatrzony w siebie.

Musimy tańczyć przy nim.Może to nie było by takie złe jakby nie podchodził do wszystkich dziewczyn i pokazywał im kroki trzymając je za tyłek.Na szczęście ode mnie się odwalił.
-Stop!-krzyknął patrząc na mnie.Posłusznie,muzyka stanęła.-Ta tutaj nie radzi sobie z ruchami-dodał pokazując na mnie.Skrzyżowałam ręce patrząc na niego.-Jeśli na serio nie umiesz się odnaleźć,to po co tu przyszłaś?-spytał z tym oszukanym uśmieszkiem.-Grajcie dalej.Ja idę na swój trening-odpowiedział i po prostu wyszedł.Co on sobie myśli?Przecież teraz całkiem nieźle mi idzie.Nie jestem najgorsza.Uczę się tego układu już dobre cztery godziny.Przecież nie może być aż tak źle.

Zostałam.Przejęłam się jego słowami i zostałam wieczorem ćwiczyć ten durny układ.Jest już piąta w nocy a ja nadal to ćwiczę,by opanować to do perfekcji.Na każdej przerwie to robię,od rana.Czemu jego słowa mnie zraniły?Przecież jest dupkiem.Pewnie leci tylko na cycki,a w głowie to osioł.Ale dlaczego uznał że nie umiem się odnaleźć?Przecież nadążałam,tylko niektóre kroki mi nie wychodziły?
-AŁA!-krzyknęłam głośno.Tak,z moich przemyśleń wyrwała mnie moja noga,która wywróciła mnie całą.Żebym tylko nikogo nie pobudziła,błagam.Szybko zebrałam swoje rzeczy i wyszłam z sali.Wbiegłam do mojego pokoju,gdzie wszystkie dziewczyny już śpią.Położyłam się na moim łóżku w ubraniach,by choć na chwilę odpocząć.Gdy po piętnastu minutach,postanowiłam wziąć prysznic,bo śmierdzę jak zdechła ryba,zerwałam się z łóżka.Wzięłam ręcznik i jakieś ubrania ,i weszłam do łazienki.

Ciepły prysznic całkiem nieźle mi zrobił.Czuję się lepiej i nawet jakoś wypoczęta.Choć nie spałam całą noc.Była 5:45,a ja suszyłam włosy w pokoju.Moje koleżanki już wstały.
-Czy ty _____ spałaś w nocy,choć trochę?-spytała Bae.
-Mam być szczera?-spytałam,a gdy przytaknęłam dodałam:-Nie.Ćwiczyłam układ.Ale nie jestem zmęczona!
-Na pewno?Nie chce by cokolwiek się tobie stało-uznała zmartwiona.
-Na pewno.Czuję się bardzo dobrze-powiedziałam z uśmiechem
-Wczoraj do nas na zajęcia przyszedł jakiś Baekhyun z EXO.Był taaaki przystojny!-krzyknęła Do SeolRi.
-A u nas był Xiumin z EXO!-odkrzyknęła jej Tia NaWook.
-A u ciebie kto był ___?-spytała BoReum.stanęłam jak wryta.Czemu one gadają tylko o tym zespole.
-Nikt ważny i przystojny-odpowiedziałam zirytowana.
-Jesteś zła?-spytała Nam ChonGun.
-Ani trochę.Jakiś Luhan z EXO czy ktoś taki-odpowiedziałam bez uczuć.Właśnie zepsuto mi dzień.Dziękuje.


Zjadłam mniej niż nam dali.A nie mówię,dają tu bardzo mało.
-Czemu nie jesz?Może jesteś chora?-spytała BoReum.
-Po prostu nie jestem jakoś głodna-odpowiedziałam grzebiąc w talerzyku.
-Widzimy się po zajęciach śpiewu!-krzyknęła NaWook i wszystkie się rozdzieliłyśmy.Weszłam do mojego stanowiska.Ujrzałam jakiegoś chłopaka.
-Cześć!Ty jesteś ____?-spytał.
-Um...tak?-odpowiedziałam,trochę nie wiedząc kim on jest.
-Jestem .Kim MinSeok.Mamy razem te zajęcia-odpowiedział z uśmiechem.
-Miło poznać-odpowiedziałam.On chyba jest w zespole razem z irytującym Luhanem.Z opisu pasuje na Xiumina.Nie wiem czy chce mieć z nim lekcje.Ale jakoś nie mam wyboru.
-Więc jak pierwsze dni?-spytał opierając się o pianino.
-Całkiem nieźle-odpowiedziałam mało zgodnie z prawdą.Bo właściwie jako tako jest tu spoko,tylko ten cały dupek mi tu zawadza.
-Spodoba ci się!Jest tu świetnie,ludzie mili...-Mili?Chyba nie wszyscy.
-Dzień Dobry!Przepraszam za spóźnienie-odpowiedział nauczyciel wchodząc do środka.Usiadłam na krześle słuchając co nam powie.


Zajęcia odbyły się bez jakiegoś większego problemu.
-Będziemy spotykać się przynajmniej co tydzień.Musimy się kiedyś bliżej poznać,nie sądzisz?-Zasugerował MinSeok.
-Było by miło-odpowiedziałam z uśmiechem.Jest całkiem miły w porównaniu do Luhana.
-To do zobaczenia!-krzyknął i odszedł.Poszłam zobaczyć co teraz mam.Przeczytałam że jest to nauka.Wróciłam więc do pokoju,gdzie przez godzinę mam się uczyć,a potem mam iść na języki obce.Dam radę.Weszłam do pokoju i ujrzałam moje przyjaciółki,zagadane jak zwykle.
-Wy nie macie się uczyć?-spytałam z uśmiechem.Usiadłam na moim łóżku.
-Opowiadamy z kim mieliśmy zajęcia.Ja miałam z Kai'em!-krzyknęła szczęśliwa Do.
-Ja z Krisem-dodała Tia.
-A ja z Sehunem-uznała Nam.
-Ja z D.O-powiedziała Bae.
-A ty ____?
-Z Xiuminem.Chyba-odpowiedziałam.
-Nie przedstawił się?-zapytała zdziwiona Do.
-Znaczy przedstawił się,Ale nie jako Xiumin tylko Kim MinSeok- odpowiedziałam  przewracając oczami.Ktoś zapukał do naszych drzwi.Gdy nie zobaczyłam by któraś się ruszyła,wstałam i otwarłam je.Zobaczyłam w nich Luhana.Zdziwiłam się,ale on chyba nie popatrzył się kto mu otworzył bo coś czytał z kartki.
-Szukam jakiejś ____. Znasz ją?-spytał nadal nie odrywając wzroku z papieru.
-To ja.Co?-spytałam krzyżując ręce.Spojrzał na mnie.Jego wzrok z łagodnego,zmienił się w ten sam,zirytowany.
-Masz mieć teraz zajęcia tańca,na których się nie zjawiłaś-odpowiedział.
-Z tego co piszę na tamtej tablicy,mam się uczyć w pokoju a potem iść na zajęcia językowe-powiedziałam piorunując go wzrokiem.
-Według moich papierów teraz masz zajęcia taneczne,a potem śpiew-uznał krzyżując ręce.
-Dla twojej wiadomości śpiew miałam przed chwilą-odpowiedziałam ściskając zęby ze zdenerwowania.
-Ja nigdy się nie mylę-syknął przez zęby.Wyszłam z pokoju i skierowałam się w jednym kierunku.-Gdzie ty idziesz?-spytał
-Udowodnić tobie,że jednak się mylisz-odpowiedziałam przychodząc bliżej tablicy.Znalazłam siebie-widzisz?Piszę śpiew,nauka w pokoju,języki,taniec-nie dasz mnie wrobić dupku.
-JAK POWIEDZIAŁEM ŻE SIĘ NIE MYLĘ,TO SIĘ NIE MYLĘ!-krzyknął.
-Nie powinieneś się wściekać na mnie tylko na tego co dał ci te papiery-odpowiedziałam i wróciłam do pokoju.
-To był ten Luhan?-spytała Bae od razu gdy zbliżyłam się do łóżek
-Tak?-odpowiedziałam trochę zdziwiona.
-Powiedziałaś że jest nikim!Przecież jest taki słodki!-krzyknęła Do.Westchnęłam.

Parę dni minęło,a jego nie minęłam ani razu.Jestem z tego dość szczęśliwa.Choć chyba moje szczęście nie potrwa za długo.Właśnie idzie w moim kierunku.
-CZEMU?-krzyknął gdy tylko się do mnie zbliżył.
-Co "czemu"?-spytałam zaskoczona.
-Xiumin cały czas o tobie gada!-wykrzyczał mi to w twarz.
-Nie wiem!Daj mi spokój!-odpowiedziałam próbując go wyminąć.
-Nie dam ci spokoju!Cały czas mi wchodzisz w drogę!-krzyknął.
-Jesteś jakiś głupi?Przecież ty teraz podszedłeś!-uznałam.
-Luhan zostaw ją-usłyszałam czyiś głos.Spojrzałam w tamtym kierunku,ale niezbyt wiem kim on jest.
-Bo co?-spytał zdenerwowany.
-Bo nic ci nie zrobiła,i narobisz sobie problemów.Chcesz być gwiazdą?-spytał chłopak.Luhan spojrzał na mnie jeszcze raz i odszedł w innym kierunku.
-Dzięki-odpowiedziałam uśmiechając się do chłopaka.
-Nie ma sprawy.Jestem Lay- uznał podchodząc trochę bliżej.
-______-przedstawiłam się,podając mu rękę.
-Długo tu już jesteś?Nie widziałem cię wcześniej-uznał.
-Od tygodnia-odpowiedziałam.


Lekcje tańca.Znowu tu jest.Za zastępstwo trener.Idealnie.
-____ postaraj się bardziej-usłyszałam po raz dziesiąty.
-Dobrze-odpowiedziałam trochę zirytowana.Tańczymy ten sam moment już paręnaście razy!
-Stop!-krzyknął Luhan odwracając się.-Czy ty sobie zdajesz sprawę jak tańczysz?
-Co niby robię źle?-spytałam.
-Wszystko!Po prostu to nie taniec dla ciebie.Trainee nie jest dla ciebie.Nie radzisz tu sobie.Jesteś gruba.Obżerasz się po nocy cukierkami?A może uciekasz w nocy i jesz na mieście?Do tego jesteś brzydka.Nie możesz być Visualem.Nie umiesz tańczyć i śpiewać.Tancerz i piosenkarz odpada.Co ty tu jeszcze szukasz?-spytał z uśmiechem.
-Nie uważasz,że jesteś wredny?Że masz tylko ładną buźkę,a w główce nic?-spytałam i wyszłam z pomieszczenia.Uspokój się ____. Przecież on cię ani trochę nie rusza,co nie?

-Jak się dogadujesz z LuHanem?-spytała BoReum.Jesteśmy tu już dwa miesiące.Wiele się za ten czas działo.
-Dobrze?-odpowiedziałam.Kłamstwo.Nie dogaduje się z nim.Jak coś ode mnie chce,to najczęściej jest to dogryzienie mi.Już przestałam mu odpowiadać.To już nie jestem irytujące tylko denerwujące.
-Czyli że się pogodziliście?-odparła Do.
-Nie.Po prostu ostatnio go nie mijam-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.A może go mijam,tylko go nie zauważam?
-Jesteś głupia.Jak możecie się nie mijać,jak przechodzi koło naszego pokoju rano?-spytała Tia.
-Może nie w tym czasie gdy ja wychodziłam-odparłam i położyłam się na łóżku.

Wyszłam z pokoju,w celu zobaczenia ile jeszcze mam czas wolny.Pół godziny.Aż pół godziny.Odwróciłam się i na kogoś wpadłam.
-Przepraszam!-krzyknęłam wystraszona.Gdy spojrzałam w górę znowu ujrzałam jego .Fuknęłam i próbowałam go wyminąć.Oczywiście musiał mnie zatrzymać.Spojrzałam na niego bez zrozumienia.
-Czemu na mnie wpadasz?-spytał znowu obrażony.
-Jak stoisz za mną to się nie dziw-odpowiedziałam.
-Możesz wytłumaczyć mi dlaczego mnie unikasz?Nie chcesz usłyszeć prawdy?-spytał.
-Nie unikam cię.Po prostu nie było szans  by cię spotkać-odpowiedziałam krzyżując ręce.
-No nic.MinSeok i Lay chcą żebyś kiedyś do nich przyszła-powiedział.
-Czy ty właśnie zaproponowałeś mi przyjście,i to w miły sposób?-odpowiedziałam zdziwiona.
-Nie ja a Xiumin i Lay.I nie jestem miły grubasku-Ałć.
-Może kiedyś wpadnę-powiedziałam i go wyminęłam.
-Masz teraz przyjść-uznał.
-Od kiedy 'kiedyś' to 'teraz'?-spytałam.Nie usłyszałam odpowiedzi,ale za to zostałam pociągnięta za rękaw.-umiem sama chodzić-dodałam próbując wyrwać część mojej koszulki.
-Wątpię,chyba umiesz się toczyć-odpowiedział ciągnąc dalej.Fuknęłam zdenerwowana.

-Przyprowadziłem tą waszą _____-odpowiedział wpychając mnie do pokoju.Prawie upadłam,gdyby nie to że jeden z nich mnie przytrzymał.
-Dzięki-odpowiedziałam.
 -Cześć _____!-krzyknął Kim MinSeok od razu jak weszłam.
-Cześć-odpowiedziałam.
-Fajnie że przyszłaś-dodał Lay.
-Napijesz się czegoś?Mamy tylko wodę-powiedział chłopak który mnie złapał.
-Nie dziękuje-odpowiedziałam z uśmiechem.
-Siadaj.Przedstawię cię wszystkim-uznał Xiumin z uśmiechem.

Spędziłam tam całą swoją przerwę,po czym od razu udałam się na taniec.
-_____ poczekaj!-krzyknął ktoś za mną.Gdy ujrzałam Luhana przyśpieszyłam kroku.-Jesteś za gruba by przede mną uciekać-odpowiedział z tym swoim uśmieszkiem.
-Jesteś wnerwiający-odpowiedziałam i weszłam na sale.
-A TY BRZYDKA-krzyknął zdenerwowany.Fuknęłam na cały pokój.

-Grubasku!-krzyczał za mną.Znów muszę przed nim uciekać,bo znów mnie śledzi.-Weź przestań uciekać,bo się zmęczyłem!-krzyknął
-I kto tu jest gruby?-spytałam zirytowana,stojąc przed nim.
-Ty?-spytał dysząc.
-Widzisz,nie jestem gruba-uznałam,odwracając się by znowu odejść.Jednak to nie nastąpiło,ponieważ Luhan chwycił mnie za rękę,ponownie mnie odwracając.
-A może jednak?-spytał patrząc na mnie.
-Jesteś głupi-powiedziałam wyrywając dłoń z jego uścisku.


Paręnaście dni słyszałam jak mi ubliża.Nie wiem ile to jeszcze zniosę ale jestem na skraju załamania nerwowego.Cały czas za mną łazi i gada dość nie miłe rzeczy.Ledwo funkcjonuje przy nim.Czemu mi to robi.
-I jak _____ nauczyłaś się tej piosenki?-spytał Xiumin.
-Jasne!-odkrzyknęłam,jak bym była najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.
-Bardzo się cieszę-odpowiedział.
-Cześć grubasku-usłyszałam ten znajomy głos za mną.Odwróciłam się.Był wieczór a on znowu przyszedł mnie denerwować?
-Co chcesz?-spytałam niechętnie.
-Po prostu przyszedłem poprawić sobie humor-odpowiedział.
-A mi zepsuć?!-krzyknęłam.
-Ale przecież grubaski się nie wściekają-uznał uśmiechając się.
-Ile razy mam ci powtarzać,że nie jestem gruba?-spytałam.
-A to,co to jest?Koło ratunkowe?-spytał dotykając mojego brzucha.Mam tego dość.Naleciały mi łzy do oczu,ale zamiast rozpłakać się,uderzyłam go w twarz.Dość mocno.Chwycił się za policzek a ja uciekłam do jakiejś sali.Zamknęłam drzwi.Słyszałam jak szedł za mną.
-WPUŚĆ MNIE!-krzyknął zdenerwowany Lu Han.Chyba na serio jest wściekły.Tylko o co?O to że mu oddałam?Łzy mimowolnie pociekły mi po policzkach.Cały czas walił w te drzwi.Nie wiem ile czasu spędziłam na płakaniu,ale po tym usnęłam przy ciągłym pukaniu.

Obudziłam się koło 5 rano.Mój mózg jest zaprogramowany by wstawać o takiej godzinie.Za oknami było ciemno,a w sali świeciło się światło.Nie słyszałam nikogo na korytarzu,więc sądzę iż Lu Han sobie poszedł.Spojrzałam w wielkie lustro.Na twarzy miałam czarne smugi po płaczu,a usta spuchnięte i popękane.Włosy rozczochrane,a oczy zaszklone gotowe do kolejnej porcji płaczu.Westchnęłam cicho,i skierowałam się do drzwi.Gdy tylko je uchyliłam moim oczom ukazała się sylwetka Luhana.Stał ze skrzyżowanymi rękoma i patrzył na mnie tym złym spojrzeniem.Policzek miał czerwony i wyglądał jak by nie spał całą noc.Ostro pchnął mnie na najbliższą ścianę,zamykając nogą drzwi.Pisnęłam,bo wiadomo,wystraszyłam się.Luhan przybliżył się do mnie patrząc na moją wystraszoną twarz.
-Wiesz co?-spytał,robiąc krótką przerwę.-Denerwujesz mnie,ale właśnie to mnie do ciebie przyciąga-powiedział i brutalnie połączył nasze usta w pocałunek.




środa, 11 listopada 2015

3.BYLY CZŁONEK EXO*Tao* Huang ZiTao.


Kolejny dzień gdy czuje się obserwowana.Wracanie ze szkoły to koszmar.Jeszcze jak idę sama.Czy to nie jest dziwne,że czuje na sobie wzrok?Cały czas się odwracam.I od pewnego czasu nie chodzę skrótami.Za bardzo się boje.Przez to chodzę o prawie godzinę dłużej.Nie miałam zamiaru iść tamtędy,ale musiał nadejść ten dzień.Muszę iść skrótem.W ciemności.Czemu na zimę robi się szybciej noc?Najgorsze jest to że nie ma tam lamp.
-Pa!-krzyknęłam i poszłam bardzo szybkim krokiem przed siebie.Obawiam się najgorszego.Że znów poczuje ten wzrok.I nie myliłam się.Już czuję.A może ja już mam coś z głową?Może powinnam iść do lekarza?Odwróciłam się jeszcze parę razy i gdy nikogo nie ujrzałam,skręciłam w uliczkę.
Ominęłam już prawie wszystkie ciemne uliczki.Została jeszcze jedna,najciemniejsza,bez ulic,bez domów,bez niczego."Wzrok" idzie ze mną.Czuje to.Jestem już cała spocona z strachu.Gdy usłyszałam kroki,odwróciłam się by nikogo nie ujrzeć.Gdy chciałam ponownie się odwrócić,poczułam uścisk na ustach.Zaczęłam krzyczeć.
-To ci nie pomoże-powiedział męski głos na moje ucho.Próbowałam się wyrwać.Szarpałam się,krzyczałam,prosiłam,ale to na nic.Z oczu poleciały mi łzy.Kopałam,biłam i to nic.

Po paru próbach wyrwania które nie przyniosły rezultatu,po prostu czekałam co będzie.Złoczyńca wrzucił mnie do jakiegoś samochodu,po czym po prostu odjechał.Usiadłam.Nie pilnował mnie.Mogłam po prostu go zaatakować i uciec!
-Wiem o czym myślisz.Nawet jak będziesz próbować coś zrobić to możesz umrzeć.Nie sądzisz że wyskakiwanie ze samochodu jest niebezpieczne?-spytał.Nie miał maski.Nie ukrywał się.Gdybym w tej chwili zadzwo...-nie masz z czego zadzwonić.Telefon ci wypadł z kieszeni-dodał.Fuknęłam.
-Czemu to zrobiłeś?-spytałam.
-Nie wiem-odpowiedział ze spokojem.
-Serio?Bez powodu gdzieś mnie wieziesz?-spytałam znowu.Ten nie odpowiedział.
Przez ten czas,przyjrzałam mu się dokładniej.Jest chyba Chińczykiem,ma blond włosy i podkrążone oczy.Tęczówki miał koloru prawie czarnego.Jest bardzo umięśniony.Dlatego z nim przegrałam.Jego brwi były opuszczone w wyrazie złości.Czy był zły na mnie?Czy to dlatego mnie porwał?Samochód stanął.Spojrzałam za okno.Byliśmy w lesie przed jakimś domkiem.Zanim jeszcze dobrze się przyjrzałam,chłopak już mi coś zakładał na głowę.
-CO TY ROBISZ?!-krzyknęłam znowu wystraszona.
-Zamknij się.To że pozwoliłem ci siedzieć,nie znaczy że będę dla ciebie miły-uznał pchając mnie w jakieś miejsce.Nic nie widziałam.
-Wypuść mnie!-krzyczałam znowu próbując się wyrwać.Znowu to nic nie dało.Parę razy prawie się wywróciłam.Gdy ponownie mnie pchnął,wylądowałam na ziemi.Poczułam jak coś wbija mi się w dłoń.Drugą ręką ściągnęłam worek z głowy,po czym spojrzałam na rzecz wbitą w rękę.Był to duży gwóźdź,który wystawał z podłogi.Wbił mi się w rękę.Na wylot.Krew.Dużo krwi.Powoli próbowałam wyciągnąć dłoń.Bolało.Krzyczałam.Gdy po jakimś czasie,gwóźdź został na podłodze,ujrzałam w swojej dłoni dziurę na wylot.Bardzo bolało.Krew lała się wszędzie.Co ja mam z tym zrobić?Może on mnie usłyszał i zaraz tu przyjdzie?Może to tylko głupie żarty?W co ja wierze.Usiadłam na jedynym krześle jakie tu jest.Przebywam w piwnicy?Wszędzie jest beton.Nie ma łóżka,łazienki.Niczego.Okien brak.Jedynie żarówka wisi i macha na wszystkie strony.Jest tylko krzesło.Jedno krzesło i lampa.Nic więcej.Czy ja mam tu umrzeć?Łzy znowu poleciały mi z oczu.Skuliłam się na moim jedynym siedzisku,i płakałam.Bolała mnie ręka i jeszcze tu umrę.Nie tak sobie to wyobrażałam.

Po pewnym czasie,zrobiło się tu zimno.Czemu nie ubrałam nic więcej niż bluzę?Moja ręka prze strasznie boli.Krew już nie leci.Lampa już zgasła.On musi mieć włącznik i wyłącznik.Czy on będzie mi pokazywał kiedy mam iść spać?I na czym mam iść spać?Czy on mieszka w tym domu?Usiadłam w kącie.Czy moi rodzice się o mnie martwią?Czy mnie ktoś szuka?Usnęłam.
-Wstawaj!-krzyknął znajomy głos.Po chwili poczułam ból.Czy on mnie uderzył?Otwarłam oczy.Stał przede mną wymachując jakąś pałką.Popatrzyłam na miejsce.Było zranione.Kolejne miejsce z krwią.Spojrzałam ponownie na chłopaka.Zamierzał mnie znowu uderzyć!Zrobiłam unik i wstałam na nogi.Wytarłam moją dziurawą ręką,ranę.Chłopak podszedł bliżej.Widziałam nienawiść w jego oczach.Przełknęłam ślinę.Pociągnął moją rękę.Pisnęłam,bo to bolało.
-Co sobie tu zrobiłaś?-spytał znowu groźnie.Nie odpowiedziałam.W gardle mam gulę,przez którą nie mogę oddychać.-ODPOWIADAJ!-krzyknął.
-Wpadłam na gwóźdź-odpowiedziałam cicho.Spojrzał na mnie.
-Jaki kurwa gwóźdź?-spytał.
-Tamten-odpowiedziałam pokazując w kierunku danej rzeczy.Chłopak odsunął się ode mnie i podszedł do jeszcze brudnego kołka.Zaśmiał się cicho.
-Na tym gwoździu przybiłem dziewczynę która chciała uciec.Wykrwawiła się-powiedział i wyszedł.Czyli że ktoś tu umarł oprócz mnie?Czy ze mną będzie to samo?

Po ostatnim incydencie,nie przyszedł ani razu.Nawet mnie nie odwiedził!Dostaje jedzenie w bardzo małych ilościach.Prawie jak nic.N I C.Czuję jak mój mózg nie wyrabia.Siedzę cały czas w tym samym miejscu,nie ruszam się.Śpię,budzę się,myślę,śpię,budzę się i myślę!Nic innego nie robię!Myślałam nad próbom ucieczki,ale jak?Drzwi są drewniane,ale nie mam czym ich rozwalić.Nawet jakby udało mi się rozwalić drzwi,to niby jak mam uciec?Cały czas siedzi u góry.Chodzi.Słyszę go.Ale chyba musi spać,co nie?Może wtedy?Tylko co z tymi drzwiami?
Podeszłam bliżej mojego celu.Drewniane.Trochę stare.A jak by je w nocy spróbować po kawałku oderwać?Muszę nie spać.Wtedy będę mogła nasłuchiwać,kiedy nie chodzi.Wtedy będzie szansa na ucieczkę!Muszę spróbować!Najwyżej będę martwa.

Kolejny dzień.Nie spał.Nie spał przez całą noc.Chodził i rzucał czymś.Też nie spałam.Czy on nigdy nie śpi?Czy przez to ma sine oczy?Wzdychnęłam.Nie wiem ile dni już minęło,ale jestem bardzo głodna,i bardzo chce mi się pić.Czy ja jeszcze żyję?Może już nie?Czekam na noc.Znowu.M U S I spać.To by było dziwne,czyż nie?A może ja mam już paranoję i on spał?

Noc.Nie słyszę nic.Nie słyszę tupań,szklanek.Nic.Cisza.Położyłam się na podłodze przed drzwiami.Nie ujrzałam też światła.Ale po co mu światło?Mnie też nie daje.Może on też żyję w ciemności,i też czeka aż usnę by coś mi zrobić?Czemu mój mózg próbuje mnie wystraszyć?Rwać drewno czy nie rwać?Raz kozie śmierć.Delikatnie chwyciłam od spodu drzwiczki.Pociągnęłam i nic.Nawet nie ruszyło.Wzięłam inną cześć i znowu pociągnęłam.Ruszyło się!Muszę myśleć by nie wydawać dźwięków.Popchałam.Urwało się!Przecisnę się przez tak małą dziurkę,ponieważ nieźle schudłam.Cicho wyszłam przez dziurę.Ujrzałam...drzewa?Nie ma żadnych schodów,domu?Wyszłam cicho i spojrzałam na budynek.Nie rozumiem.Mieszka tu czy nie?
Po chwili,uświadomiłam sobie że jestem wolna.Zaczęłam biegnąć ile mam siły.Właściwie nie mam jej za dużo.Przebiegłam paręnaście metrów,po czym upadłam.Dostałam.Znalazł mnie.Zaczęłam krzyczeć.Nic mi to nie dało.Uderzył znowu i znowu,i znowu,i znowu...

Obudziłam się.Czy to był tylko sen?Nie.O czym ja mówię.Znowu gdzieś jestem.Gdzie indziej.Jest tu łóżko.Właśnie na nim leżę.Spojrzałam na swoje ręce.Są całe posiniaczone,zakrwawione i zadrapane.Ile tu leżę?Co się wydarzyło?Uciekałam.Dogonił mnie?Czekał na mnie?A może go obudziłam?
-Wstałaś?-spytał groźnie.Odwróciłam wzrok w jego stronę.Siedział na krześle.Nie odpowiedziałam mu.Nie mam zamiaru.-odpowiadaj jak do ciebie mówię-dodał,wlepiając we mnie wzrok.Ja na niego też się patrzyłam.Nadal nie odezwałam się do niego.-Nie to nie.Masz tu jedzenie-dodał i wyszedł.Podniosłam się.Wszytko mnie boli!Jęknęłam.Spojrzałam na zaoferowane, jedzenie.Było to Kimchi i jakieś picie.Wreszcie dostałam coś czym sobie pojem!Delikatnie powąchałam,a gdy pachniało dobrze,wzięłam do dłoni.Łyżka wylądowała w mojej prawej ręce,a zupa w dziurawej lewej.

Po pewnym czasie,wstałam i rozejrzałam się po pokoju.Tym razem nie byłam w piwnicy,a normalnym pokoju.Miała jasno różowe ściany,drewnianą podłogę,lustro,lampę i nawet to głupie łóżko!Uśmiechnęłam się do siebie.Może jestem u siebie?Może zmienili mi wystrój,i mnie odnaleźli?Tylko co tu robi ten chłopak?
Spojrzałam w lustro.Byłam bardzo chuda.Za chuda,wszystkie kości mi wystają z posiniaczonej skóry.Na sobie mam te same ubrania,tylko brudne.Bardzo brudne.Moje włosy były poszarpane,brudne i rozczochrane.Twarz?Posiniaczona,zakrwawiona,rozcięta warga.Delikatnie dotknęłam ust.Spuchnięte i zakrwawione.Czy to wszystko spowodował on?Usłyszałam pukanie do drzwi.Spojrzałam na nie,a do środka wszedł złoczyńca.Był normalnie ubrany,czysty i nie pobity.Skrzyżowałam ręce na klatce.
-Czy teraz będziesz ze mną rozmawiać?-spytał spokojniejszy niż przedtem.
-Niby o czym?O tym że traktujesz mnie jak jakąś szmatę?O to że sobie mnie przywłaszczyłeś?A może o tym,że mogę policzyć swoje kości,a siniaków nie?A może zamiast rozmawiać,znów przyszedłeś mnie pobić?
-Nie traktuje cię jak szmatę,nie myję tobą podłóg.Nie przywłaszczyłem sobie twojego ciała.Swoje kości możesz policzyć za każdym razem siniaki też.Nie przyszedłem ciebie też bić-odpowiedział bardzo szybko.Usiadł na stoliku,obok brudnych misek-widzę że zjadłaś.Smakowało ci?
-Nawet jakby to była trucizna,zjadłabym to bo nie jadłam przez parę dni-uznałam,nadal go nienawidząc.
-Właściwie paręnaście.Siedzisz już ze mną przez 23 dni-odpowiedział.
-Właściwie,siedzę z tobą po raz pierwszy,bo przedtem byłam zamknięta w piwnicy-powiedziałam-właściwie w brudnej,ciemnej i pustej piwnicy bez głupiego łóżka.Jeszcze cholernym krzesłem na którym dostałam depresji-dodałam.
-Jakoś po tobie nie widać że jesteś chora-powiedział.
-Anoreksja,przedziurawiona ręka,samotność,pełno siniaków,roztarć,krwi i innych gówien.W ogóle nie widać-odpowiedziałam i wyjrzałam przez okno.Był dzień.Wreszcie widzę słońce.Nie tą cholerną żarówkę,która bujała się za każdym razem gdy oddychałam.Nadal byliśmy w lesie,tym razem innym,ładniejszym.
-Czemu uciekłaś?Czy było ci ze mną źle?-spytał.
-Jesteś głupi?Nie,było idealnie.Dostawałam jeść raz na tydzień!Byłam bita i siedziałam w samotności przez dwadzieścia cztery godziny na dobę!Porwano mnie nawet nie wiem po co i dlaczego!Spałam na podłodze w kącie!Ale nie,przecież było super!-krzyczałam zdenerwowana.Jak on śmie spytać się mnie o takie rzeczy.
-To się cieszę-odpowiedział z uśmiechem i wyszedł.

Po paru dniach,musiałam poznać jego imię,a on moje.Czemu?Może dlatego że mi groził piwnicą?Tao jak nie jest wkurwiony,jest całkiem miły i sympatyczny.Ale tak jest rzadko.Najczęściej rozwala szklanki u mnie w pokoju.I celuje we mnie.Gdy nie wykonuje jego poleceń.Za dużo ma szklanek w tym domu.
-PUK!PUK!-krzyknął wchodząc do mojego pokoju ze szklanką.Wypuściłam powietrze z płuc i wstałam z łóżka jak najszybciej.-grzeczna dziewczynka-dodał kładąc ową szklankę na stół.-Przyniosłem ci ubranie na przebranie.Specjalnie dla ciebie poszedłem do sklepu po to.Jeśli nie będzie pasować to ta szklanka wyląduje na tobie-powiedział z iskierkami złości w oczach.Wręczył mi czerwoną,bardzo krótką sukienkę.-Przebieraj się.
-Ale....tak przy tobie?-spytałam.Pokazał na szklankę.Boję się go.Czasami jest miły,a czasami trafia we mnie szklanymi rzeczami.Ściągnęłam koszulkę i spodnie,po czym założyłam dane mi ubranie.
-Masz szczęście że pasuje-odpowiedział i wyszedł z mojego pokoju.Znów usiadłam na łóżku,omijając części po poprzednich karach.Boję się tego faceta.Cały czas wydaje się groźny.A ja?Ja muszę mu odstępować bym nie utraciła swojego życia.Ale chyba wolałabym to niż przesiedzenie z nim przez cały czas.

-WRÓCIŁEM!-krzyknął.Usnęło mi się.Szybko się podniosłam z łóżka,stając na baczność.-_____,przyszedłem spytać się o twoją rodzinę-nie ujrzałam szklanki w jego rękach,ani na stole.
-A co?Ciekawi cię,komu zrujnowałeś życie?-spytałam,nie żałując tego.
-Właściwie to tak.Więc opowiadaj,dopóki jestem miły-odpowiedział znowu ze złością.Burknęłam coś pod nosem i usiadłam obok niego na łóżku.
-Moja mama urodziła mnie w wieku 28 lat.Teraz pewnie bardzo płaczę..Ojciec jest z moją mamą od 30 lat,pewnie teraz piję,bo gdy jest smutny,właśnie to robi.Mam jeszcze starszego brata.Ale mieszka gdzie indziej-odpowiedziałam zirytowana.-czy teraz opowiesz mi czemu tu jestem?-dodałam.
-No cóż.Pewna dziewczyna kiedyś mnie zraniła.Bardzo mnie zraniła.Teraz mam nowe hobby.Szukam dziewczyn podobnych do niej.I kończą tak samo jak ona-odpowiedział prosto.
-Czyli?-spytałam z gulą w gardle.
-Czyli,najczęściej bardzo cierpią,jak ja, po czym umierają-odpowiedział.
-Ile tak już dziewczyn zginęło?-spytałam przerażona.
-Z 50.Może więcej-odpowiedział i wyszedł bez pożegnania.Nie chce tak ginąć.Czemu on to robi?Czy serio jest jakiś chory psychicznie?Czemu policja go jeszcze nie schwytała?Czy w tym pokoju też ktoś umarł?

Po moich przemyśleniach,wymyśliłam że uśmiercę się sama.Wolę cierpieć przez chwilę niż przez całe życie.Wieczorem,po tym jak przyszedł ostatni raz,podniosłam z ziemi kawałek szkła.Usiadłam na łóżku,pomodliłam się i trzęsącą ręką przejechałam po żyle na ręce.Szkarłatna krew wypłynęła i kapała na pościel.Zrobiłam tak jeszcze parę razy po czym odłamek wbiłam w nadgarstek.Po chwili zrobiło mi się słabo,i opadłam na łóżko.

Obudziłam się.Czemu?Dlaczego nie gdzieś indziej?Czemu właśnie w tym samym pokoju?Miałam umrzeć,miało być spokojnie.Spojrzałam na dłoń ze łzami w oczach.Ktoś wyciągnął mi szkło z ręki,i zabandażował ją.
-Obudziłaś się!-krzyknął chłopak.Czy on mnie uratował?Może chce żebym umarła od jego ręki?Czemu mi to robi?-Wszystko dobrze?Dobrze się czujesz?-spytał siadając na krańcu łóżka.
-Czemu to zrobiłeś?-spytałam bez żadnych uczuć.
-Słuchaj  ____-zaczął.Ręką poprawił mój opadający kosmyk.-Nie jesteś jak te wszystkie dziewczyny które były ze mną wcześniej.Wyróżniasz się tym,że każdy ból który spowodowałem na tobie,uodparniał ciebie.Jesteś twarda,i potrafisz wyróżnić moje humorki.Potrafisz robić niezłe uniki,i ranić mnie,jeśli potrzeba.
-Czy-y ty do cz-czegoś zmierzasz?-spytałam.
-Właściwie to tak.____ kocham cię,nie chce cię już ranić,Nie chce ranić nikogo.Chce dla ciebie cofnąć czas i być idealnym.Nie chce już byś cierpiała-odpowiedział,patrząc na mnie czuło.
-To nie wyjdzie T-Tao...-powiedziałam cicho ze łzami w oczach.Ten nie słuchając mnie,przybliżył się i pocałował mnie.Chciałam się wyrwać,ale przytrzymał mnie.
-Wyjdzie.Dopóki nikt nas nie znajdzie-odpowiedział z psychicznym uśmiechem.

Po paru dniach,muszę być z nim.Właśnie poszłam z nim na "spacer". Wyszliśmy do lasu przed domem.Nie miałam siły iść.Nie mam siły już na nic.Dalej cierpię z jego powodu.Przebiera mnie,karmi i czeszę.Czuje się jak jakaś niepełnosprawna.A może tak jest?Przecież utraciłam bardzo dużo krwi.Za dużo.Jest ciemno.Weszliśmy w głąb drzew.Stanęliśmy.
-Cieszę się że cię spotkałem-powiedział cicho.Nagle zaświeciły się światła.Skąd?Pełno świateł dookoła.Czy właśnie mnie odnaleźli?Czy wrócę do domu?
-Huang ZiTao,poddaj się-krzyknął ktoś z pistoletem.Pełno pistoletów dookoła nas.
-JA JĄ KOCHAM!NIE MOŻECIE MI JEJ ODEBRAĆ!-krzyczał przytulając mnie.Łzy poleciały mi z oczu.On cierpi.I to bardzo.Po chwili usłyszałam szczał.-______!______ NIE!-krzyki ulotniły się,a wszystko widziałam za mgłą.

                                                                                *
-JA JĄ KOCHAM!NIE MOŻECIE MI JEJ ODEBRAĆ!-krzyczałem,przytulając moje słońce.Słyszałem jej płacz.Wtuliłem ją mocniej we mnie.Obronię ją choćby nie wi....Szczał.Po chwili _____ Wyjechała mi z rąk.-______!_______ NIE!-krzyczałem ile mam sił w płucach.Upadłem na kolana.Próbowałem zatamować krew,która sączyła się z jej piersi.Zabili ją.Oni po prostu ją zabili.Ją,nie mnie.Kolejna stracona ważna osoba dla mnie.Czemu ja tak cierpię?-____...proszę....spotkajmy się jeszcze kiedyś!-krzyknąłem gdy ciągli mnie.


Minęło trochę.Cela jest lepsza niż miejsca,w których spędzały swoje życie dziewczyny,które porywałem.Jest to cholerne łóżko,którego nie powinienem dostać.Spędzę tu jeszcze tylko 50 lat.Dam radę.Przeżyję to co te dziewczyny.To co ____...





Dedykacja dla mojej przyjaciółki Karoliny!
I jak ci się podoba kaktusie? :*

wtorek, 3 listopada 2015

2.BTS *Jimin* Park JiMin.

                                                                 Po dłuższej przerwie
                                                                     mam dla was 
                                                        dłuższego One Shota z Jiminem :*

                                                                               *

Pierwszy dzień w szkole.Znasz to uczucie?Nikogo nie znasz,nic nie wiesz?Nie masz znajomych ani nawet nie znasz nauczycieli.Na pewno to znasz.Tego dnia miałam mieć to samo.Wraz z rodzicami przeprowadziłam się do Busan w Korei.Skąd się przeprowadziłam?Właściwie z Tajlandii.Kawałek drogi.Czemu się przeprowadziłam?Moja Macocha znalazła lepszą pracę niż ma teraz.Wcześniej,w Tajlandii nie byliśmy jacyś bogaci.Teraz ma zarabiać o wiele,wiele więcej.Mam 15 lat.Czy jest to dużo?Chyba nie.Czuję się młodo.Na pewno młodziej niż na swój wiek.
-_____ mogłabyś posłuchać chociaż przez chwilę?-spytał mój ojciec.Tak.Właśnie to jest moje imię.Jedziemy właśnie samochodem do nowego miejsca.
-Słucham cały czas-odpowiedziałam.
-Więc co przed chwilą powiedziałem?
-"____ mogłabyś posłuchać chociaż przez chwilę?"-zacytowałam.
-Dziecko, uspokój się-powiedziała moja macocha.Moja prawdziwa mama umarła gdy mnie urodziła.A ona?Pojawiła się w naszym życiu gdy ja miałam 13 lat.Jakoś za sobą nie przepadamy.Z tego wszystkiego mam młodszą siostrę!Ma 10 lat.Jej też nie lubię.
-Dla twojej wiadomości nie jestem dzieckiem-odpowiedziałam z irytacją w głosie.
-Mogłabyś być dla niej milsza?-spytał tatuś.
-Jestem na tyle miła że powinno jej to wystarczyć-odpowiedziałam.Włożyłam słuchawki by znów powrócić w inny,lepszy,idealny świat.

-Jesteśmy na miejscu!-krzyknęła Malie.
-Nie musisz krzyczeć-odpowiedziałam przeciągając się.Trochę mi się przysnęło prawdę mówiąc.
-Nie musisz być nie miła-wtrąciła się Siriwan.
-Nie musisz się do mnie odzywać-odcięłam się.Podeszłam do bagażnika i wyciągnęłam pudła podpisane moim imieniem.Weszłam do naszego nowego domu.Jest duży.Ma piętro.Ma wspólną łazienkę.Albo dwie.Weszłam do góry.Dwa pokoje.Jeden większy drugi mniejszy.Łazienka też jest.Więc jednak dwie.Weszłam do tego większego.
-To jest mój pokój-powiedziała Malie.
-Dlaczego niby?Jestem starsza,powinnam mieć większy pokój,nie sądzisz?-spytałam.
-MAAAMO!-krzyknęła młoda.
-Masz 10 lat.Nie potrzebujesz aż tak dużego pokoju!-powiedziałam zanim przybiegła Siriwan.
-Tak córciu?-spytała.
-Bo ____ nie chce odstąpić mi pokoju.A ten wydaje mi się lepszy.-powiedziała robiąc  "minę szczeniaczka".
-Nie słyszałaś Malie,że to jest jej pokój?-Macocha skierowała głos do mnie.Opadła mi szczęka.
-Jest młodsza,będzie miała większy pokój,lepszy pokój i do tego pozwalasz tak jej się do mnie odzywać?-spytałam.
-Wyjdź z mojego pokoju-burknęła Malie.Zamrugałam parę razy i wyszłam powoli z pokoju ,kopiąc "przypadkiem" Siriwan.


Wyszło na to że jestem w najmniejszym pomieszczeniu jaki znajduje się w tym domu.Nawet łazienka jest większa!W moim pokoju znajduję się małe,jednoosobowe łóżko,malutka szafa,biurko wielkości stoliczka i żarówka.Która nie świeci oczywiście.Nie widać prawie w ogóle podłogi.NAWET NIE MA OKNA!Czy to nie był schowek na mopy?
-Tato,czemu dostałam pokój mniejszy niż łazienka?-spytałam.
-Nie marudź-odpowiedziała macocha.-ciesz się że w ogóle dostałaś.
-W tej rodzinie czuje się dyskryminowana-odpowiedziałam i wróciłam do schowka.Włożyłam słuchawki i położyłam się na łóżku,w ciemnościach.

Po paru dniach w schowku,kupiłam żarówkę i malutki,papierowy żyrandol.Pokój pomalowałam na biało,by było jaśniej.Okno jednak jest.Za szafką.Której nie da się przesunąć.Idealnie,co nie?
-Pierwszy dzień szkoły!-krzyknęła Malie na korytarzu.
-Co ty nie powiesz?-powiedziałam cicho i zebrałam potrzebne książki z "biurka".
 -Pa kochanie.Nie zgub kanapek-powiedziała macocha,całując swoją "piękną" córkę.Wyszła do kuchni.
-Pa powietrze.Nie zgub azotu-powiedziałam udając głos Siriwan.

Dostałam kluczyk z numerem 216.Jest to moja szafka.Znalezienie jej jest trochę trudne,bo szkoła nie jest mała."Widzę!"krzyknęłam w myślach.Co z tego że przy mojej szafce stoi jakiś typ?I co z tego że ta szafka jest otwarta?Czy ja mam z kimś tą szafkę?Czy mam tą szafkę z nim?Jezusie.
-Cześć,to twoja szafka?-spytałam cicho.On do mnie się odwrócił.Spojrzał na mnie z góry.Jest ode mnie wyższy.
-Tak,a co ci do tego?-odpowiedział trochę nie miło.
-Chyba właśnie ją dzielimy-odpowiedziałam równie szorstko co on.Chłopak otworzył szerzej oczy.Podniosłam wyżej kluczyk by pokazać mu numerek.Wzdychnął głośno i delikatnie się odsunął.
-Do jakiej klasy masz chodzić?-spytał krzyżując ręce.
-C?Nie wiem.Chyba.-odpowiedziałam wkładając książki.
-Ja pier...-nie dokończył.
-Też się cieszę-odpowiedziałam przewracając oczami.

-To jest ____ wasza koleżanka z Tajlandii.Macie ją polubić-powiedział nauczyciel.W ostatniej ławce ujrzałam tego chłopaka "od szafki".-Jak widzisz nie ma prawie wolnych miejsc,więc usiądziesz obok tego chłopaka-dodał wskazując właśnie na niego.Wzdychnęłam i skierowałam się w tamto miejsce.Chłopak przewrócił oczami po czym zaczął się na mnie patrzeć.


-Kim ty do cholery jesteś,że mnie cały czas nawiedzasz?!-krzyknął gdy wyszliśmy z sali.Profesor kazał mu oprowadzić mnie po szkole.
-Dziewczyną która cały czas spotyka ciebie?-spytałam.Poprawił swoje włosy.
-Jeśli cię to obchodzi teraz mamy Fizykę,więc radzę ci wziąć książki-powiedział.
-Od kiedy jesteśmy na ty?-spytałam otwierając szafkę.
-Od kiedy Profesorek cię przedstawił?-odpowiedział.
-Ale ja cię nie znam?-dodałam.
-Park JiMin.Już znasz,pasuje?-powiedział trzaskając drzwiczkami.
-Jesteś nie możliwy-uznałam ponownie otwierając szafkę.
-Czemu ją znów uchyliłaś?Żebym znowu nią trzasnął?-spytał opierając się o inne drzwiczki.
-Żebyś wyciągnął swoje książki?-odpowiedziałam.Zaśmiał się bardzo głośno.
-Nie mam książek.
-Dlaczego niby?
-Jeszcze dużo o mnie nie wiesz-odpowiedział z małym uśmieszkiem.
-Niby skąd miałam się dowiedzieć?-dodałam tym razem zamykając szafkę.


-BIOLOGIA!-krzyknął JiMin.
-Okej!Nie musisz krzyczeć!Jestem tu nie cały tydzień,przecież nie zapamiętam od razu gdzie mamy lekcję,czyż nie?-odpowiedziałam przewracając oczyma.
-Powinnaś to gdzieś zapisywać,bo co będzie jeśli mnie nie będzie?-spytał.
-Jakoś sobie poradzę.Z tego co widziałam w szafce takowy jest wywieszony.Poradzę sobie-odpowiedziałam niosąc książki.
-Nie bądź taka do przodu,bo cię z tyłu braknie-powiedział cicho.Szturchnęłam go.
-Dzielenie z tobą szafki jest całkiem przydatne.Prawie cała szafka jest wypełniona moimi rzeczami-uznałam.
-Jak na razie.Za nie długo będzie Wf.Wyobraź sobie te spocone,śmierdzące rzeczy wiszące nad twoimi książkami-odpowiedział uśmiechając się.
-Jesteś ohydny-powiedziałam zamykając oczy z zniesmaczeniem.

Minął miesiąc.Cały miesiąc w Busan.Moim jedynym znajomym jest nadal "koleś z szafki". Jest to dziwne.Muszę poznać jakieś koleżanki.
-Bu!-krzyknął Jimin.Trochę się wystraszyłam.
-Jesteś jakiś zryty Park!-krzyknęłam chwytając się za serce.Mój rozmówca śmiał się.
-Taki jest mój urok-odpowiedział robiąc to swoje Aegyo.Wzdychnęłam cicho.
-Z kim ja się zadaje-powiedziałam sama sobie.
-Co ty taka zamyślona dzisiaj?-spytał.
-Myślę dlaczego zadaje się z takim głupkiem,a nie z jakąś dziewczyną.
-Ponieważ to ja dzielę z tobą szafkę a nie jakaś "ona"?-odpowiedział uśmiechając się.
-Tak jak mówię,dlaczego zadaje się z takim głupkiem-powtórzyłam trochę głośniej.Fuknął.
 -Mogę ci znaleźć jakieś koleżanki-uznał.
-Ty?Nie dzięki.Znajdę sobie sama-powiedziałam i zamknęłam szafkę.

-Macie dobrać się w pary!Raz,raz!-krzyknął Wuefista.Jak dobrze że są same dziewczyny.Może kogoś poznam...nie!Wreszcie kogoś poznam.To brzmi lepiej.
-Nie mam pary!-krzyknęłam.Podbiegła do mnie dziewczyna wysokiego wzrostu.
-Będziesz ze mną,okej?-powiedziała.Przytaknęłam.
-Dziś ćwiczenia na współpracę!-Jezu,czy dziś na serio wszystko działa ze mną?
-Jestem _____,a ty?-spytałam cicho.
-YeonRin.Miło mi-odpowiedziała z uśmiechem.Czyżbym znalazła koleżankę?


Okazało się że YeonRin jest całkiem miłą dziewczyną.I w dodatku z mojej klasy!Czemu ja jej wcześniej nie zauważyłam?Może dlatego że ta klasa jest liczna?Trudne pytanie.Jestem w tej szkole całe dwa miesiące.JiMin nadal jest debilem,do tego zrobił się bardzo nadęty.
-Nie spędzasz ze mną już tyle samo czasu-powiedział znowu przy szafce.
-Chcesz żebym rozmawiała z tobą o sukienkach,robiła makijaż i czesała warkoczyki?-spytałam.
-Nie-odpowiedział krótko.
-No właśnie.Po to mam przyjaciółkę.Żeby to robić-powiedziałam.
-A ja jestem po co?-spytał.
-Ty jakoś sam się pojawiłeś-odpowiedziałam.
-Nie prawda!To ty przyszłaś do mojej szafki!-krzyknął.
-Jesteś zabawny-odpowiedziałam gdy weszliśmy do klasy.
-W ten piątek jest noc w szkole.Cała klasa ma się pojawić-powiedział nasz wychowawca,który pojawił się znikąd.
-Świetnie.Będę mógł cię w nocy obmacywać-powiedział cicho.
-Jesteś chory-odpowiedziałam uderzając go w ramię.


 -Dlaczego nie położysz się koło mnie?-spytał JiMin.Nadszedł piątek.No i noc w szkole.Ledwo co tu przyszłam.
-Ponieważ drogi panie Park,nadal pamiętam co powiedziałeś w środę-odpowiedziałam krzyżując ręce.Jest grubo po północy.
-Przestań!Przecież wiesz że to nie prawda!-krzyknął.
-A po drugie jeszcze nie idziemy spać.Nie myśl,że opuści cię Horror-powiedział chyba Junsu.Dwa miesiące to za mało na spamiętanie tak licznej klasy.
-Mnie nie opuścił by jakiś badziewny horror.Po prostu chce się położyć żeby było wygodniej.
-Posiedzę-uznałam.JiMin stęknął i podniósł się do siadu.-Jednak nie leżysz?
-Rozmyśliłem się-odpowiedział krzyżując tym razem nogi.
-To co oglądamy?-spytała YeonRin.
-Może "Obecność"?- zasugerował HyeSung.
-Oglądaliśmy w tamtym roku.Badziewie-uznał jeden z chłopców.
-Weźcie włączcie coś strasznego.Tyle wystarczy-uznał JiMin.


Po dość wielkiej kłótni,zdecydowaliśmy się na jakiś horror o nawiedzonym krześle.
-Boisz się chociaż trochę?-spytał JiMin,szeptając mi na ucho.
-Nie JiMin,ten horror jest słaby-odpowiedziałam.Tak na serio niektóre momenty były trochę straszne.Ale co ja mu powiem?Na pewno nie to że się boję.
-Na pewno?Masz gęsią skórkę-dodał podnosząc jedną brew do góry.
-Po prostu trochę mi chłodno.Pasuje ci?-burknęłam.Po chwili poczułam na sobie coś ciepłego.Spojrzałam na ramiona i ujrzałam bluzę Parka.
-Załóż ją.Nie ma zamka,przykro mi-odpowiedział.Spojrzałam na niego z zaskoczeniem.
-Dobrze się dziś czujesz?Normalnie nigdy byś mi nie dał bluzy,tylko naśmiewał że jej nie wzięłam-powiedziałam szeptem.
-Dobrze,zakładaj ją,bo jak ja to zrobię nie będzie tak miło.Wtedy będziesz marudzić,że cię obmacywałem-powiedział z swoim zboczonym uśmiechem.Ubrałam szybko bluzę,wystawiłam mu język i odwróciłam się w stronę projektora,z którego leciał film.

-PORA SPAĆ!-krzyknął ChangMin,gasząc projektor.Powiem tyle,horror był badziewny.
-Chodźcie dziewczyny,ogrodzimy się od tych zboczeńców-uznała Yuri.
-Jestem za!-krzyknęła Taeyeon.Przeniosłyśmy parę ławek i ustawiłyśmy je w rzędzie.
-Teraz mogę spokojnie powiedzieć dobranoc!-uznała BaeLin.
-Wiecie,że możemy z łatwością przeskoczyć te ławki?-spytał SamSung
-Csii,niech się nie spodziewają-powiedział cicho JiMin,po czym zgasło światło.Usadowiłam się wygodnie w kocu który sobie przyniosłam.Nie jest to może najwygodniejsze posłanie,ale jest lepsze niż nic.Po chwili myśli usnęłam natychmiastowo.
Gdy rano się obudziłam,poczułam,że coś na mnie leży.Gdy spojrzałam co to,zobaczyłam dłoń.Gdy odwróciłam się by spojrzeć do kogo należy ta ręka,zobaczyłam JiMina.Śpiącego JiMina.
-Ja pierdole!-krzyknęłam.Wystraszyłam się bardziej niż tego wczorajszego Horroru.
-Co się drzesz?-spytał Jimin.
-Lepiej mi odpowiedz co ty tu robisz?-spytałam próbując podnieść kończynę Parka.
-Nie wiem?Dasz mi spać?-spytał.Westchnęłam i powoli się uniosłam do góry.Gdy ujrzałam że wszyscy śpią,ponownie usadowiłam się na podłodze,przed tym przesuwając się kawałek obok.Gdy położyłam się twarzą do Jimina i zamknęłam oczy,poczułam jak coś się do mnie przysuwa.Po chwili poczułam tą samą rękę która mnie gniecie.
-Czemu się odsunęłaś?Było mi tak fajnie ciepło-mruknął,wtulając mnie mocniej do siebie.Próbowałam się wyrwać,ale to na nic.Jest za silny.Zostałam w takiej pozycji.Wtulona do torsu Park Jimina.
Po chwili równocześnie zrobiło mi się gorąco i duszno.
-Jeśli nie chcesz mnie udusić,to mnie puść-syknęłam próbując ponownie się odsunąć.Jimin spał!Jak to możliwe że jestem aż tak słaba?-Jiminnie puść mnie!-powiedziałam o wiele głośniej.
-Przestań krzyczeć.Daj mi spać-odpowiedział znowu mnie wtulają do siebie.Czemu on jest taki silny,nawet jak śpi?
-Park ledwo oddycham-powiedziałam.Ten coś burknął i trochę się odsunął.-Dziękuje-powiedziałam próbując wstać.Po chwili poczułam ponownie tą rękę.
-To że pozwoliłem ci się odwrócić,nie znaczy że wstaniesz-mruknął i docisnął mnie do ziemi. Fuknęłam,machając rękami.
-Jesteś okropny-odpowiedziałam zamykając oczy.
-Idealny-poprawił.

Po jeszcze parunastu minutach męczarni,uświadomiłam sobie że ktoś już musiał wstać.Gdy otwarłam oczy,obok siebie ujrzałam puste posłanie.Uśmiechnęłam się do siebie i podniosłam rękę Jimina do góry.Jak dobrze,że ma mocny sen.Powoli przeturlałam się w przeciwną stronę,a pod jego ręką umieściłam zwinięty koc.Chciałabym zobaczyć jego zdziwienie jak się obudzi,ale mam inne rzeczy do zrobienia.
-Wstałaś?-spytał.Podskoczyłam.Odwróciłam wzrok na niego i ujrzałam że siedzi,przecierając oczy.
-Koniec spania!-odpowiedziałam idąc kawałek dalej.Tak na wypadek gdyby chciał znowu mnie przygnieść.
-____ przestań,przecież trzeba się wyspać-mruknął nadal zaspany.
-Ja się wyspałam,tylko ty zmusiłeś mnie do spania-odpowiedziałam krzyżując ręce.
-Wcale cię nie zmuszałem-odpowiedział wstając na nogi.
-W ogóle!Tylko przygniotłeś mnie swoją kończyną górną-burknęłam.
-Jakbyś była silniejsza to byś się odsunęła-odpowiedział.
-Jesteś głupi.
-Najmądrzejszy-dodał wyprostowując się.-Czemu poranki są tak wcześnie?
-Jest 13:36-powiedziałam patrząc na telefon.
-To jest za wcześnie!
-To jak ty wstajesz do szkoły?
-Nie wstaje-odpowiedział dumny.
-Jak to?Rano jesteś w szkole!-krzyknęłam zirytowana.
-Przewidziało ci się coś-odpowiedział z uśmiechem.Wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się w przeciwną stronę.-gdzie idziesz?-spytał.
-Do łazienki-odpowiedziałam.Gdy usłyszałam szmer,dodałam:-Jiminnie,ty nie idziesz ze mną.Jest damska i męska.Ja idę do damskiej.
-Okej,okej!-odpowiedział kładąc się.


-Rozumiesz to jak oni słodko wyglądają ze sobą?-usłyszałam gdy zbliżałam się do łazienki.
-I to jak w nocy się przytutali,Oww!-zamruczała jedna z dziewczyn.
-Kto słodko wygląda?-spytałam wchodząc do łazienki.
-No ty i Park!Haloo!Jesteście pierwsi na liście najsłodszych par!-krzyczała Yuri.Zaśmiałam się.
-Musicie chyba to wymazać.Nie jesteśmy RAZEM-powiedziałam,akcentując ostatnie słowo.
-Jasne,już nie musicie się z tym kryć,wszyscy to wiedzą!-krzyknęła YeonRin.
-Ale na serio nie jesteśmy razem!I raczej wszyscy TO wiedzą!-uznałam rozczesując włosy.
-Ale ty tak na serio?-spytała BaeLin.
-No jasne że na serio!-uznałam.
-To dlaczego on cię przytulał,dał ci bluzę i tak się na ciebie patrzył?-spytała HyeSung.
-Nie wiem?Jezusie,na serio nie wiem!-odpowiedziałam robiąc swój dzienny makijaż.
-Zachowujecie się jak para!-wykrzyczała Yuri.
-Ale jesteśmy przyjaciółmi.Pogódź się z tym-odpowiedziałam i wyszłam.
-Ile można siedzieć w tej łazience?-spytał Jimin gdy wyszłam.
-Ile tu już czekasz?-zignorowałam pytanie,i spytałam.Mam nadzieję że tego nie słyszał.
-Na tyle długo by się zirytować-odpowiedział.Wypuściłam powietrze z płuc.Krótko tu był.
-Byłeś w ogóle w łazience?-spytałam idąc powolnym krokiem do sali.
-Wysikać się?Jasne-odpowiedział wkładając ręce do kieszeni.
-Jesteś obrzydliwy Jimin- dodałam i weszłam do sali.
-Idziesz teraz do domu?-spytał,ignorując moją obelgę.
-A gdzie mam niby iść?-spytałam składając koc.
-Nie wiem gdzie dziewczyny chodzą w soboty-odpowiedział.Zaśmiałam się cicho.
-Siedzą w domu-dodałam.Wzięłam plecak na plecy i skierowałam się do wyjścia.Nikogo w salce nie było,więc nie mam z kim się żegnać.
-Przez cały dzień?-spytał,bacznie przyglądając się mojej twarzy.
-Tak Jimin,przez cały dzień.Czemu tak się na mnie patrzysz?
-Po co się malujesz?-spytał po chwili.
-Po to by lepiej wyglądać?-odpowiedziałam.
-Przecież dobrze wyglądasz.
-Uważam inaczej-odpowiedziałam kierując się w przeciwną stronę.Jimin mieszka gdzie indziej.Chyba.Nigdy u niego nie byłam.
-Gdzie idziesz?-spytał podbiegając do mnie.
-Do domu?Przecież ci mówiłam-odpowiedziałam.
-Nie powiedziałaś gdzie idziesz-dodał.-Więc myślałem że pójdziesz ze mną na kawę,bo jest zimno.
-Serio?-spytałam.-Mogę się przejść-dodałam.


-Więc jaką chcesz?-spytał gdy weszliśmy do budynku.
-Kawę?Normalną-odpowiedziałam.
-Czyli?-spytał ponownie.
-Nie wiem jakie tu są,nigdy tu nie byłam-odpowiedziałam.
-Wezmę nam najlepszą!-krzyknął,idąc do kasy.Poszłam do jednego z stolików.Po chwili przyszedł z dwoma papierowymi kubkami w rękach.
-Dziękuje-powiedziałam cicho,biorąc napój do rąk.Miała białą śmietankę na sobie i pachniała cynamonem.
-Nie ma za co-odpowiedział.Wzięłam łyka picia.-Czy dziewczyny robią to specjalnie?-spytał po chwili.
-Ale co?-spytałam zdziwiona.Jimin rozejrzał się po stoliku po czym popatrzył na moje wargi.Westchnął i przybliżył się do mnie.Musnął delikatnie moją górną wargę,po czym usiadł na swoim miejscu.
-Pobrudziłaś się,a nie ma chusteczek.Musiałem jakoś cię "wytrzeć" co nie?-spytał z uśmiechem.Czuję jak moje policzki płoną.Spuściłam głowę w dół i wypiłam do końca napar.


-Wiesz że jest dyskoteka?-spytała YeonRin.
-Jaka znowu dyskoteka?Przecież parę dni temu była noc w szkole-powiedziałam.
-Dyskoteka szkolna!Będzie fajnie,mówię ci!-krzyczała.
-Dobrze!Czy ja mówię że będzie nie fajnie czy coś?-spytałam.
-No nie-odpowiedziała krótko.
-No właśnie.A kiedy to jest?-spytałam.
-W piątek-odpowiedziała.
 -Czyli jutro?!-krzyknęłam.
-No tak.Musimy iść na zakupy po sukienki!-piszczała YeonRin.

-Idziesz na dyskotekę?-spytał Jimin gdy wyszliśmy ze szkoły.
 -Wszyscy prze strasznie jarają się tą dyskoteką-odpowiedziałam nie na temat.
-Nie wiem jak było u ciebie,ale u nas te dyskoteki są świetne!Dlatego każdy bardzo lubi te dyskoteki.Są zawsze inne i niepowtarzalne-uznał z iskierkami w oczach.
-Tak,idę.Zadowala cię ta odpowiedź?-spytałam głębiej wkładając nos w szalik.
-Zadowala-odpowiedział i skręcił w swoją drogę.

-Co szukasz w szafie?-spytała macocha wchodząc do mojego pokoju.
-A co cię to?-odpowiedziałam szorstko.
-Po prostu jestem ciekawa,na co szukasz sukienki-odpowiedziała.
-Od kiedy cię to interesuje?-odwróciłam się do niej przodem.-Jeśli już naprawdę musisz wiedzieć,jutro mam dyskotekę w szkole.
-To dlaczego sobie nie kupisz nowej sukienki?-spytała siadając na łóżko.
-A z czego jeśli mogę wiedzieć?-odpowiedziałam.
-Z pieniędzy?Przecież mamy na tyle-dodała wpatrując się we mnie ze zdziwieniem.
-No właśnie wy macie.Nie dajesz mi żadnego kieszonkowego-uznałam krzyżując ręce.
-To skąd masz dobre ubrania,jeśli nie dajemy ci pieniędzy?-spytała.
-Często ja chodzę na zakupy,więc biorę trochę reszty po nich-odpowiedziałam.
-Na serio nie dajemy ci pieniędzy?Przecież Malie dostaje-powiedziała cicho,wpatrując się w podłogę.
-Malie dostaje więcej niż ja.Właściwie ona dostaje wszystko-odpowiedziałam opierając się o szafę.
-Jest bardzo rozpieszczona-uznała cicho.
-Że co?-spytałam nie dowierzając.-czy ty właśnie powiedziałaś coś na swoją jedyną córkę którą kochasz?
-Nie jest moją jedyną córką.Jeszcze jesteś ty,czyż nie?-spytała wyciągając portfel.
-Co ty robisz?-spytałam niedowierzając.
-Idę z tobą na zakupy?Potrzebujesz na jutro wyglądać jak księżniczka!-krzyknęła.
-Na pewno nie jesteś chora?-spytałam.
-Kocham cię ___ jak własną córkę,nie chciałam byś myślała,że jesteś niepotrzebna.-powiedziała podchodząc do mnie.-To że nic nie dostawałaś,to dlatego,że myślałam że masz ten wiek buntowniczy!-dodała przytulając mnie.Jest to dziwne.


-Może być ta sukienka?-spytałam,wychodząc z przebieralni w czarnej,krótkiej sukience.
-Idealna!-krzyknęła klaszcząc w dłonie.Ponownie weszłam do przebieralni,tym razem by ściągnąć ową zdobycz.-Bierzemy ją?
-Mnie nie stać...-odpowiedziałam cicho wychodząc zza kurtyny.
-Mnie stać!Jestem twoją przyszywaną matką,co nie?-dodała.-Kupujemy ją-powiedziała do sprzedawcy.Ten ją zapakował.
-Ale ona jest droga!-powiedziałam.
-Wiem to.Coś ci jestem winna za to wszystko co robiłam-uznała wyciągając dość duże pieniądze.
-Dziękuje-odpowiedziałam cicho.
-Nie ma za co ____ ,jutro na którą masz tą imprezę?-spytała.
-Wieczorem jakoś-odpowiedziałam wychodząc z budynku.
-Więc jak wrócisz ze szkoły,pójdziemy do fryzjera i makijażystki-dodała dumna z siebie.
-Co?-spytałam stając jak wryta.
-Jutro jest twoja pierwsza dyskoteka!Musisz wyglądać najlepiej,czyż nie?-uznała z uśmiechem.

-Widzimy się wieczorem!-krzyknął Jimin skręcając w swoją uliczkę.Pierwszy raz się pożegnał?
-___!-krzyknął ktoś z samochodu.Ujrzałam Siriwin.
-Co ty tu robisz?-spytałam podchodząc bliżej.
-Nie wiedziałam dokładnie która to u ciebie "wieczorem",więc podjechałam by zrobić te babskie sprawy!Wsiadaj-powiedziała.Spojrzałam na tył samochodu i ujrzałam Malie.Nie pewnie podeszłam z drugiej strony,i wsiadłam jako pasażer.Spojrzałam na Malie.Była inaczej ubrana.Tak...zwyczajniej?Miała pod nogami swój różowy tornister i siedziała naburmuszona.
-Nie martw się o nią.Odwiozę ją do domu,i będziemy mogły pojechać na spokojnie-powiedziała z uśmiechem na twarzy.Czuję się bardzo nieswojo.
-Dlaczego jedziesz z nią a nie ze mną?-spytała Młoda.
-Już ci to tłumaczyłam.Ponieważ ____ jest starsza,i coś jej się należy.A po drugie ma dzisiaj ważny dzień.A teraz wysiadaj i od razu do domu-powiedziała stanowczo.Malie wysiadła i skierowała się do drzwi domu.Jest to dziwne.
-To był twój chłopak?-spytała.
-Kto?-dopytała.
-Ten z którym gadałaś przed szkołą-dodała.
-Że co?Nie!Dzielę z nim szafkę.Poznałam go w pierwszy dzień i jakoś wyszło że się przyjaźnimy-odpowiedziałam.
 -On chyba chciałby coś więcej niż przyjaźń.Zachowuje się inaczej.Wiem trochę o tym.Wszyscy mężczyźni są tacy sami.A on właśnie tak się zachowuje-powiedziała.Siedziała cicho.


-BAW SIĘ DOBRZE!-krzyknęła.Byłam gotowa.Ubrana,uczesana,umalowana.Czuję się świetnie.Choć nie po tym co powiedziała moja macocha.On zakochany?Czy jest tak na serio?
-Woo wyglądasz cudownie!-krzyknęła YeonRin.
-Dziękuje.Ty też-powiedziałam.Weszłyśmy do środka.Jimin miał rację.U mnie nie było takich świetnych dyskotek.U nas były mniejsze,skromniejsze.A tu?Full wypas!
-Gdzie siadamy?-spytała moja przyjaciółka.
-Nie wiem-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Możemy koło twojego chłopaka-powiedziała cicho.Delikatnie ją pacnęłam.
-Ile mam ci powtarzać że to nie jest mój chłopak?-spytałam.


Wyszło na to że usiedliśmy z dziewczynami.Jimina nigdzie nie widziałam.Nawet spytałam się YeonRin czy go widziała,ale nie.Może nie przyjdzie?Może mnie okłamał?Nie słuchałam dziewczyn.A może coś mu się stało?Może miał wypadek?Może właśnie leży w szpitalu?Albo próbuje się do mnie dodzwonić?Czemu nie wzięłam tego durnego telefonu?A jeśli na serio to coś poważnego?A może został pobity gdy tu szedł?Albo jeszcze gorzej?
-Ogłaszamy królową i króla balu!-krzyknął dyrektor.Tłum się uciszył,zapaliły się światła.
-Było jakieś głosowanie?-spytałam cicho Yuri.
-Nie.Nauczyciele to wybierają-uznała równie cicho jak ja.
-Królową balu zostaje...._____!-krzyknął.Cofnęło mnie do tyłu.
-No idź!-krzyknęła YeonRin.Powoli skierowałam się na niską scenę.
-Gratulujemy!-krzyknęła nauczycielka Matematyki.Założyli mi diadem na głowę.Czemu ja?Jest wiele innych ładniejszych dziewczyn.
-A królem balu zostaje....JIMIN!-krzyknął.Zdziwiłam się.Przecież jego niby nie było.Był?Czemu nie podszedł?Może się obraził?Wszedł na scenę.Miał ten swój uśmiech.Jego włosy były cudowne.Miał ciemne,obcisłe Jeansy i białą koszulę.Był idealny.Dostał koronę.Pasuję mu idealnie.Co ja wygaduje?Od kiedy tak o nim myślę?Co się ze mną dzieje?

Światła zgasły.Włączyła się wolna muzyka.Nie za bardzo wiedziałam co się dzieje.Jimin do mnie podszedł.
-Zatańczysz?-spytał.Delikatnie położyłam swoją dłoń na jego.Oczywiste było to że jego jest o wiele większa niż moja.Delikatnie chwycił mnie w talii,a ja drugą ręką chwyciłam jego szyję.On swoją ręką nakierował moją ręką w to samo miejsce,tylko po drugiej stronie.Zostawiłam ją tam.On swoją umieścił po drugiej stronie talii.Poruszaliśmy się w rytm muzyki.-Pamiętasz jak mówiłem ci że nasze dyskoteki są wyjątkowe?-spytał.
-Jasne że tak-odpowiedziałam.
-Właśnie o tym mówię-powiedział cicho,delikatnie się przybliżając.
-O czym?-spytałam ciszej.Był coraz bliżej i bliżej.Wreszcie musnął moją wargę,tak delikatnie jak bym była z porcelany.Po chwili musnął ponownie.Z większym temperamentem.Odwzajemniłam pocałunek.Już wiem co mi było.To miłość.


-Kiedy weźmiesz mnie do swojego domu?-spytał gdy szliśmy powoli w kierunku szkoły.Przyszedł po mnie jak zwykle.Jest najukochańszym chłopakiem jakiego można było spotkać.
-Jak będziemy wracać to może cię wpuszczę-powiedziałam trochę o tym myśląc.Rodzice jeszcze o tym nie wiedzą.
-Na serio?-spytał.
-Czemu nie?-odpowiedziałam.Podniósł mnie do góry odwracając.-Jesteś głupi.
-z miłości do ciebie księżniczko-powiedział całując moje czoło.

-Więc to jest mój pokój-powiedziałam cicho.-Jest bardzo mały,i nawet nie ma okien,więc może być ciemno-uznałam .
-Wstydzisz się tego?-spytał zamykając drzwi.
-Trochę.Nie ma przestrzeni i te sprawy-odpowiedziałam patrząc w podłogę.Po chwili zobaczyłam przed sobą jego nogi.Podniósł delikatnie moją głowę za podbródek.
-Ja się bardzo cieszę.Jest tak przytulnie i będziemy musieli się cały czas przytulać.Do tego nikt nie będzie mógł na nas patrzeć przez okno-uznał z swoim zboczonym uśmieszkiem.
-Jesteś zboczony-powiedziałam cicho.
-Wiem to misiu-uznał całując mnie.



sobota, 29 sierpnia 2015

1.BTS V *Kim TaeHyung*

                                                             pierwszy imagin z V :)
                                            Przeczytajcie i zapraszam do komentowania! :*
                                                                              Asiek :3





Czasem myślę że życie po prostu mnie odpycha.Nie mam przyjaciół,rodzina mnie nienawidzi i jestem dręczona.Czasem rozmyślam o samobójstwie,ale wiem że to nie odciągnie mnie od problemu.Nowy dzień w szkole.Znów to samo.Wyzywana i popychana przez resztę.Nie wiem jak długo to zniosę.Wiem że muszę jak najwięcej.Dla mojego brata.On tylko mnie rozumiał.Odszedł nie tak dawno temu.Rodzice ciągle mnie obwiniają.Ja nic nie zrobiłam!Po prostu...nie mogą sobie poradzić ze stratą syna.
-Proszę!Kto to przyszedł?Czyżby _____?-z moich myśli przerwał mi głos mojego dręczyciela.Jest nim nie kto inny jak Rebecca i spółka.Wzięłam głęboki wdech-Ignorujesz nas?Już nas nie lubisz?-poczułam dłoń na moim ramieniu.Nagle pociągnięcie,i już byłam odwrócona do niej-Odpowiadaj jak do ciebie mówię.
-Nie mów mi co mam robić-odpowiedziałam.To nie był dobry pomysł,bo zaraz zapiekł mnie policzek.Chwyciłam go.
-Jak się odzywasz do kogoś silniejszego?Oj ______ wiedziałam że masz nie wyparzoną buźkę,ale aż tak?-powiedziała nadal mnie trzymając-Jaką masz teraz lekcję,koleżanko?
-Matmę-odpowiedziałam cicho-Ej!Gdzie ty mnie ciągniesz?
-Po co masz się męczyć w klasie jak możesz posiedzieć gdzieś indziej?-uznała nadal mnie ciągnąc na sale gimnastyczną.Tylko nie to.
-Nie!Zostaw mnie!-krzyczałam.Dlaczego musiała być przerwa?Właściwie to bez różnicy.I tak by nikt nie zwrócił na mnie uwagi.Popchnęła mnie,a ja wylądowałam na podłodze w męskiej szatni.
-Posiedzisz tu trochę-odpowiedziała zamykając drzwi.
-Co?Nie!Wypuść mnie!-krzyczałam.Za późno.Zamknęła na klucz.Nic nie da siłowanie się.Mam 17 lat i nie potrafię się postawić głupiej szmacie?Nie cierpię siebie.Muszę poczekać aż wejdą tu chłopcy.Jaki wstyd.Nagle usłyszałam wkładanie klucza do zamka.Drzwi się otworzyły i ujrzałam wysokiego chłopaka.
-Um...co ty tu robisz?-spytał.
-Nie ważne.Dzięki za wypuszczenie-odpowiedziałam i wyszłam.



Wróciłam do domu.Nie będę siedzieć w tej szkole.Nie ma szans.
-Co ty tu robisz?-spytała moja matka.
-Wróciłam do domu,nie widać?-odpowiedziałam.
-Byłaś nie całe pół godziny w szkole?Wyjaśniaj!-krzyknął ojciec.Znów się zaczyna.
-Nie będę wam nic wyjaśniać!-krzyknęłam.
-Jak ty się odzywasz _____?-spytała matka.
-Tak jak wy do mnie!Nie cierpię was!Oskarżacie mnie o to,czego nie zrobiłam!-krzyczałam.Koniec tego.Wszystko jest przeciwko mnie.
-Przestań się drzeć!-odpowiedział mi ojciec.-Choć tu i wszystko wyjaśnij.Nie będę się z tobą użerał.
-Mam tego dosyć!-krzyknęłam i wyszłam z domu.Pobiegłam do parku.Usiadłam na jednej z ławek.Zakryłam twarz rękami i zaczęłam płakać.Po prostu płakać słonymi łzami.Nie sądzę że to pomoże,ale może chociaż przez chwilę poczuję się lepiej.Usłyszałam skrzypnięcie drewna gdzieś obok mnie.Nikt by nie chciał się do mnie dosiąść.Jeszcze jak płaczę.
-Nic ci nie jest?-usłyszałam głos.Więc to jednak nie przewidzenia.Podniosłam powoli głowę by zobaczyć kto się do mnie odzywa.To ten sam chłopak z szatni-Wszystko w porządku?
-Niezbyt-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Chcesz pogadać?-spytał patrząc na mnie.Nie odstraszyłam go?Jak to możliwe?
-Nie mam ochoty na gadanie o tym.-odpowiedziałam bez uczuć.Zmarszczył czoło.
-To może chociaż dasz się zaprosić na kawę?-spytał robiąc minę szczeniaczka.Mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Czemu nie?-spytałam,machając głową na 'tak'. Podniosłam się z ławki zaraz po nieznajomym.
-Jestem TaeHyung-powiedział.
-_____-odpowiedziałam.
-Miło mi cię poznać _____-odpowiedział z uśmiechem-Więc jeśli mogę spytać,to co robiłaś w męskiej szatni?-podniósł jedną brew do góry.
-Długa historia-westchnęłam.
-Mamy dużo czasu-zasugerował.
-Na stówę chcesz słuchać o moim życiu?-spytałam patrząc się na niego z dołu.Był ode mnie wyższy.O wiele wyższy.
-Jasne.Potem mogę tobie coś opowiedzieć o mnie-odpowiedział uśmiechając się do mnie.
-Okej-odpowiedziałam.



-Wow,twoja historia na serio jest dość...zwariowana-dodał Kim za mnie,gdy skończyłam opowiadać.
-Teraz twoja kolej-zignorowałam siebie.Chce się coś o nim dowiedzieć.
-Jestem Taehyung,mam 19 lat i chodzę do tej samej szkoły gdzie ty.Mam młodszą siostrę i brata.Byłem w Trainee i można uznać że jestem gwiazdą-przerwał na chwilę by podrapać się po karku.
-Zaraz,zaraz?Byłeś w trainee i jesteś gwiazdą?Nie kumam-powiedziałam zgodnie z prawdą.Ten wytrzeszczył oczy.
-Nie słyszałaś nigdy o Bangtan Boys?BTS?-spytał nie pewny.
-Nie...przepraszam że cię uraziłam czy coś-odpowiedziałam spuszczając głowę.
-Nic się nie stało!To nawet lepiej!Przedstawię ci moich debi....przyjaciół!I puszczę ci nasze piosenki!I...
-Hola hola!Nie tak szybko.Jeszcze nie dokończyłeś mi opowiadać-powiedziałam uciszając go.
-Oh,no tak.Więc jestem wokalem w Bangtan Boys.Zadebiutowaliśmy w 2013.Mogłaś nie słyszeć.Jest nas siedmiu.Mieszkam z nimi w Dormie.No chyba tyle.Nie miałem takich akcji jak ty.Moje życie jest nudne-zakończył.
-Po pierwsze.Jeśli jesteś tą całą 'gwiazdą' to czemu chodzisz do szkoły?-spytałam.
-Um....muszę.Mam blisko...nie przeszkadza mi to.Jakoś dużo osób na mnie nie zwraca uwagi więc po prostu się douczam.
-Okej.Po drugie nie chciałbyś, mieć życia jak ja-powiedziałam krzyżując ręce.
-Właściwie to nie,nie chciałbym.Ale w twoim życiu coś się dzieje!-uznał przyglądając się mnie.
-W twoim życiu też!Jesteś gwiazdą!Dajesz koncerty!Tańczysz!Nagrywasz teledyski!Śpiewasz!-zaczęłam wymieniać.
-W kółko jest to samo.Wszystko znam na pamięć.Wstać,trening,zjeść,odpoczynek,trening lub wywiad,spać.Wstać,koncert,zjeść,trening,spać.Wstać,trening,jedzenie,nagrywanie,spać!Cały czas to samo!Twoje życie jest nie przewidywalne-powiedział trochę ciszej.
-Dobra,zmieńmy temat czy coś-odpowiedziałam.
-Przepraszam że muszę wam przerwać,ale zaraz zamykamy lokal-powiedziała kelnerka
-Dobrze,przepraszamy już wychodzimy-powiedział TaeHyung.Wyszliśmy na ulicę.Jest już ciemno.-Odprowadzę cię.
-Okej-uznałam i skierowałam się do mojego domu.
-Może jutro też się spotkamy?-spytał gdy doszliśmy do właściwego budynku.
-Zobaczymy-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.Otworzyłam drzwi i skierowałam twarz na Tae.-Do zobaczenia TaeHyung.
-Pa _____-odpowiedział i odszedł.Westchnęłam i weszłam do ciemnego domu.



Kolejny dzień.Wczoraj zapomniałam o tym że dziś muszę wstać do cholernego mordoru. Westchnęłam i się ubrałam.Zeszłam na dół by coś zjeść.Ujrzałam moją rodzicielkę.Westchnęłam jeszcze głośniej niż przedtem i weszłam do kuchni.
-Może byś raczyła coś powiedzieć?-uznał ojciec wychylając głowę znad gazety.Zignorowałam to.-Nie myśl że pójdzie tobie to na sucho,że wróciłaś w nocy-wróciłam do pokoju.Nie dość że mam problemy w szkole,to jeszcze w domu.Świetnie.Wzięłam moją torbę i wyszłam z domu.Moje myśli wciąż krążyły wokół Taehyunga.Czy dzisiaj będzie w szkole?Muszę się go o coś spytać.Bardzo mnie to ciekawi,co on robił poza szkołą,niecałe pół godziny po mnie.Jest to bardzo ciekawe.
-Wróciłaś!Wczoraj o ciebie bardzo się martwiłam-powiedziała Rebecca.Zaczyna prosto po wejściu do szkoły.Czy ona kiedyś da mi spokój?-Znowu się nie odzywasz?
-Możesz mnie zostawić?-spytałam.
-Nie ______-odpowiedziała zatrzymując mnie.Ponownie to samo.-Teraz grzecznie mi powiedz,co dziś tobie zrobimy?-spytała wbijając paznokcie do moich ramion.
-Panno Rebbeco,lekcje się zaczynają-powiedział któryś z nauczycieli.
-Będzie na to kolejna przerwa-powiedziała patrząc się na mnie z nienawiścią.czy coś jej zrobiłam?Nie  ważne idę poszukać mojego jedynego przyjaciela.



Nigdzie go nie ma.Czy to możliwe że go nie ma?Nawet nie wiem czy się dziś spotkamy.Chciałabym z nim dłużej pogadać.Jest jedyną osobą którą polubiłam.Westchnęłam i wbiegłam do klasy.Był już dzwonek.
-Zdążyłaś _____-powiedział nauczyciel Matmy.-Siadaj-zrobiłam co kazał.Usiadłam na wolnym miejscu z tyłu.-Dziś porozmawiamy o...
Nie wiem kiedy zadzwonił dzwonek.Wybiegłam z klasy by tylko nie spotkać się z Rebeccą.Wpadłam na kogoś.
-Właśnie cię szukałam-powiedziała ona.Ugh.Czemu mam takiego pecha?-wymyśliłam już co dziś będziesz robiła.Po prostu zanurzę ci głowę w kiblu!
-CO?Nie!-krzyknęłam.
-Przecież tego jeszcze nie było!Weź nie przesadzaj!-zaczęła się śmiać.
-Nie!-krzyknęłam ponownie.Chwyciła mnie za włosy.Pisnęłam.
-Słuchaj młoda.Zrobisz to co ja....
-Nic nie będzie robić-usłyszałam Taehyunga.
-A ty kim jesteś? -prychnęła nadal trzymając moje włosy.
-Puść ją to pogadamy-odpowiedział.On wie kiedy się pokazać.
-Nie będę nikogo puszczać.Za kogo ty się uważasz?-spytała Rebecca.
-Nie zaczynaj sobie.Nie bije kobiet i nadal nie chce tego robić-powiedział.Rebecca, na tyle głośno bym usłyszała,przełknęła ślinę.-A teraz ją puść-dodał po chwili.Poczułam rozluźnienie uścisku z moich włosów.Wyprostowałam się i spojrzałam na Rebecce i Tae.
-Nic mi nie zrobisz-powiedziała trzęsącym głosem Rebecca.Spojrzałam ponownie na Hyunga.Miał zaciśnięte ręce w pięści i patrzył to na mnie to na nią.
-Choć _____,idziemy-powiedział rozluźniając się.Podeszłam do niego.Oparł rękę na moich barkach,i poszliśmy przed szkołę.
-Dziękuje-szepnęłam.
-Nie ma za co.Nie mogłem pozwolić na to- powiedział,bacznie mi się przyglądając.
-Reszta mogła.Jesteś jedynym kto mi kiedykolwiek pomógł.Dziękuje Hyung.
-Nie dziękuj,już mówiłem że nie ma za co.Mogę cię gdzieś wziąć?I tak na lekcje jesteśmy już spóźnieni-powiedział.
-Jasne.tylko gdzie?
-Do mojego dormu.Chciałbym ci przedstawić moich przyjaciół-wstał i pociągnął mnie za rękę.Zaczęliśmy biec.
-Zwolnij trochę!Jesteśmy już za murami szkoły!-krzyczałam.Zatrzymał się,ale nie na długo.Zrobił jakąś głupią minę.Zaczęłam się śmiać i iść za nim.
-Z czego się śmiejesz?-spytał zaciekawiony.
-Z ciebie-uznałam.
-Ej!-krzyknął szturchając mnie.
-Zrobiłeś zabawną minę.-powiedziałam.Popatrzył na mnie z 'złą' miną.Zrobiłam tą samą,głupią minę co on.Zaczął się śmiać.



-No,jesteśmy na miejscu.Tu mieszkam-powiedział,pokazując na dość spory budynek.Z środka dało się usłyszeć krzyki i śmiechy.-nie bój się ich,nie są groźni.Chodź!-poszłam za nim do środka.
-Co ty tu robisz?-spytał jeden z nich.
-mieszkam?-odpowiedział Taehyung.
-Nie powinieneś być w szkole?-spytał kolejny.
-A ty nie powinieneś ich uciszyć?Słychać was na podwórku-uznał.
-A kto to jest Kim?-dopytywał kolejny patrząc na mnie.
-To jest ____ moja....przyjaciółka.Chciałem jej pokazać z jakimi debilami mieszkam-uznał.Wydobyłam z siebie cichy chichot.
-Um....okej.Jestem Rap Monster.Dla kolegów NamJoon.-przedstawił się jeden z nich.
-Widzę że reszta się nie przedstawi,więc ja to zrobię.-Przewrócił oczami Kim.-Tamten to Suga lub Min lub Yoongi,twój wybór.Kolejny to Jin lub SeokJin.Dalej Jimin,J-Hope lub HoSeok.Tamten przy stole to nasz maknae,JungKook,Kook lub Jeon.Mnie znasz-wymienił wszystkich Hyung.-Więc może byście się przywitali osły?Przepraszam za nich-Uznał.
-Nie musisz przepraszać.Też się nie przywitałam-powiedziałam z uśmiechem.Wszystkie oczy były skierowane na mnie.-Um....Cześć?Witam?Jestem _____.Dla przyjaciół tak samo.-uśmiechnęłam się.Odwzajemnili uśmiech.
-_____ Chcesz się czegoś napić?-spytał Kim.
-Poproszę wodę-odpowiedziałam.
-Zaraz przyjdę-odpowiedział i wyszedł.Ta cisza jest niezręczna.Czemu się wszyscy tak lampią.Zachrząknęłam.
-Debile!Przestańcie się tak lampić!Nie widzieliście nigdy kobiety?-powiedział Rap Monster.-Usiądź.
-Dzięki-odpowiedziałam i usiadłam na wskazanym miejscu.
-Więc ty i V się przyjaźnicie?-V?Nie znam żadnego V...Chwila.To pewnie Kim!Na pewno ma jakąś ksywkę.
-Taa-odpowiedziałam po dłuższej ciszy.Czy my się przyjaźnimy?Wczoraj się poznaliśmy...
-Już jestem-odpowiedział Kim podając mi szklankę wody.Usiadł na kanapie obok reszty.
-Ej,nie zjem was-powiedziałam.Wszyscy się tylko patrzyli.Trochę są dziwni.Groźni na pewno nie są.Raczej...nie ważne.
-Na pewno?Jestem ciastkiem,nie ufam ludziom-odpowiedział Kook z uśmiechem.Zaśmiałam się.
-Nie zjem.Zaufaj mi.Nie jem ludzi-odpowiedziałam z uśmiechem.



Po kilku tygodniach nieźle dogadywałam się z Bangtan Boys.Już nie boją się że ich zjem.Chyba.Przychodzę do nich prawie codziennie.Przesiaduje z nimi godziny.W domu mało co mnie widać.Jak już to nie z rodzicami.
-JIN KIEDY BĘDZIE JEDZENIE?-krzyknął Jimin.Znów u nich siedzę.Nie mają nic przeciwko.Bardzo lubią moje towarzystwo.Jestem jedyną dziewczyną która tu przychodzi.Sprzątam i gotuje jak SeokJin wpuści mnie do kuchni.Dziś jednak nie wpuścił.
-ZARAZ!-odkrzyknął.
-Zaraz to,to wygram,zobaczysz!-krzyknął V który grał w Fifę razem z JungKookiem.Rap Monster grał w jakąś badziewną grę razem z Sugą i Hopem.Jimin leżał rozwalony na sofie.Ja siedziałam na podłodze i sprawdzałam Facebooka.
-NIEEEEEE!-krzyknął JungKook na cały budynek.Spojrzałam na telewizor.V wygrał.Właśnie tańczył bardzo dziwny taniec.Zaczęłam się śmiać.
-Dobra,dzieci chodźcie jeść-powiedział SeokJin wchodząc do salonu w fartuszku.
-Bardzo ładny ten twój różowy fartuch-uznał NamJoon wchodząc do kuchni.
-Ha-ha-odpowiedział Jin,przewracając oczami.
-Co zrobiłeś?Umieram z głodu-powiedział Jimin siadając przy dużym stole.
-Zrobiłem Kimchi-odpowiedział nalewając wszystkim.
-Wiesz że umiemy sobie poradzić,co nie?-spytałam gdy nalewał mi jedzenia.
-Jestem ciekaw kto by to potem sprzątał-odpowiedział.
-Ja.Ja sprzątam-odpowiedziałam z uśmiechem.
-Chciało by ci się sprzątać całą kuchnie,wraz z salonem?-spytał patrząc na mnie.
-Nie wiem.Sprzątam cały dom więc w czym problem?A jak byś wyjechał?Jak by sobie oni poradzili?-pokazałam patrząc po reszcie.Wszyscy gderali i się śmiali.Przy tym rozlali trochę Kimchi.Westchnęłam.
-Nie poradzili.Dorm byłby w płomieniach-uznał SeokJin.
-Okej.Zgadzam się.Mogło by tak być-powiedziałam jedząc.Już przywykłam do ich jedzenia.Zwykle jedzą Kimchi,prawie codziennie.Albo inne pierdoły,sushi jak kupią.Zależy.



-To ja już idę.Do jutra!-krzyknęłam i wyszłam.Muszę wrócić do domu i iść od razu do pokoju.Wtedy nie będzie problemu z rodzicami.Weszłam po cichu do domu drzwiami tylnymi.Muszę tylko przejść przez kuchnie i będę w poko...światło się zapaliło.
-Cholera-powiedziałam cicho jak ujrzałam mojego ojca.
-Ładnie to tak wracać późno?I jeszcze się skradać?-spytał patrząc się na mnie.
-Nie jest aż tak późno.Jestem prawie pełnoletnia tato-odpowiedziałam.Ojciec wstał i podszedł do mnie.
-Musimy pogadać-odpowiedział.
-Muszę iść spać.Jutro jest szkoła-odpowiedziałam i próbowałam go wyminąć.Zablokował mi przejście ręką.
-Nigdzie nie idziesz.Powinnaś dostać karę za odzywanie się do ojca i matki.Właściwie za wszystko co robiłaś przez ten czas-powiedział.
-Czyli za co?-spytałam opierając się o ścianę.
-Czyli za kłamanie,wymykanie się,wagary,ucieczki ze szkoły,nie bycie w domu i odzywki do nas-powiedział patrząc się na mnie z góry.
-Po pierwsze,na wagary nie chodziłam.Po drugie uciekłam tylko dwa razy bo miałam problemy.Po trzecie jestem za duża na jakieś 'kary' -odpowiedziałam.
-Za duża?A ile ty masz lat dziecko?!Myślisz że siedzenie gdzieś cały dzień spowoduje że nie będę z tobą rozmawiać?!-krzyczał.
-Nie krzycz na mnie-odpowiedziałam spokojnie.Odsunął się trochę.
-Odkąd przez ciebie odszedł mój ukochany syn,nie mogę na ciebie patrzeć normalnie-powiedział patrząc na mnie z obrzydzeniem.
-Przeze mnie?!Ja nic nie zrobiłam!Sam jechał na tym motorze!To wy go nie pilnowaliście!To tylko i wyłącznie wasza wina!-zaczęłam krzyczeć.
-Nasza wina!?To ty powinnaś była go pilnować!To twój brat!-też zaczął krzyczeć.
-Był ode mnie starszy!Nie mogę zakazać robić czegoś osobie pełnoletniej!Do tego starszej!To by był brak szacunku!
-Jakoś do mnie i do matki nie masz szacunku!
-Mam szacunek!Tylko odkąd uważacie że wszystko to moja wina czuje że mnie nienawidzicie!
-BO CIĘ NIENAWIDZĘ!JESTEŚ NAJGORSZĄ CÓRKĄ!-krzyczał jeszcze głośniej.
-Dziękuje!A ty jesteś najgorszym ojcem!Ojcem który nie potrafi przypilnować swojego syna bo spanie jest ważniejsze!Mówiłam ci wstań bo Lee chce jechać motorem to powiedziałeś że cię to gówno obchodzi!CO JA MIAŁAM ZRO...-zatkało mnie.Ojciec wywrócił mnie i usiadł na mnie okrakiem okładając mnie pięściami.
-Nie mów tak o mnie!Ty jesteś najgorsza!Wszyscy ciebie nie cierpią!Powinnaś zdechnąć!-krzyczał.Wyrwałam się z jego uścisku.Zaczęłam biec.Biec jak najdalej od tego domu wariatów.Gdzie była mama?Czemu mnie nie broniła?A tak.Ona też mnie nie cierpi.Gdzie ja mam teraz iść?Zostało mi tylko jedno miejsce...




-____?Co ty tu robisz?Jezu!Co ci się stało?Nie płacz.Chodź-powiedział NamJoon otwierając mi drzwi.Był tylko w spodniach dresowych,więc oznacza to że spał.Wszyscy śpią.To nie był dobry pomysł tu przychodzić.Tylko ich pobudzę.
-Może ja jednak pójdę?Widzę że śpicie...
-Nawet tak nie mów!Coś się stało.Choć,opatrzę cię-powiedział i skierował się do toalety.Usiadłam na wannie.Rap Mon wyciągnął apteczkę.-Uwaga,może piec.-powiedział przykładając wacik do mojego policzka.Syknęłam i zamknęłam oczy.-Rozwalił ci policzek,wargę i nabił wielkiego siniaka pod okiem.Kto to zrobił?Dotarłaś do domu?
-Tak.-odpowiedziałam cicho.Wyciągnął lepce i przykleił na policzek.
-Zaraz wracam.-powiedział i wyszedł.
-Okej.-odpowiedziałam.
-Ktoś przyszedł czy gadasz sam ze sobą?-spytał chyba Tae który zszedł na dół.
-Idź spać V-odpowiedział NamJoon wchodząc do łazienki.-Przyłóż to do oka-przytaknęłam i tak też zrobiłam.
-_____?!Kto ci to zrobił?!-krzyknął TaeHyung wchodząc do łazienki.Spuściłam głowę.
-Kim!Nie drzyj się.Pobudzisz resztę.Chcesz tu jakieś zebra...
-CO CI SIĘ STAŁO ____?!-Krzyknął Jin wchodząc do łazienki.
-...nie-dokończył Rap Monster.Nagle wszyscy znaleźliśmy się w salonie.
-Więc powiesz kto to zrobił?-spytał Jimin ziewając.
-Um....mój....mój tata...-szepnęłam i spuściłam głowę.
-CO?-spytał piskliwym głosem maknae.Nagle wszystkie pary oczów skierowały się na mnie.
-Twój ojciec?Serio gadasz czy kłamiesz?-spytał J-Hope.
-Tak....mój ojciec mi to zrobił-odpowiedziałam.Nagle poczułam uścisk.Ktoś mnie przytula?Spojrzałam na osobę która to robi.To Kim TaeHyung.Odwzajemniłam uścisk wtulając się mocniej.Niechciane łzy poleciały mi po policzkach.
-GRUPOWY UŚCISK!-krzyknął YoonGi.Wszyscy się do mnie wtulili.To jest....takie miłe.



-Mogę spać na sofie-powiedziałam.
-Nie będziesz tu spała.Albo u góry albo...albo u góry-powiedział Rap Mon.
-Ale na serio tu mogę spać!Nic mi się nie stanie-powiedziałam przewracając oczami.
-Nie i koniec-uznał V.
-Przestańcie!Będę tu spała i koniec!-krzyknęłam i rozłożyłam sofę.Chłopcy cały czas się patrzyli co robię.Gdy ułożyłam już poduszki,jednocześnie wskoczyli na łóżko,kładąc się.-Ej no!Chłopcy!Ja tu śpię!-krzyczałam patrząc co oni robią.Ta sofa nie pomieści siedmiu osób.Czwórka spała zgnieciona przez trójkę.-Halo?No ej nie wygłupiajcie się!Wiem że nie śpicie-powiedziałam najmilej jak potrafię.J-Hope zaczął chrapać.-Bo położę się na was-zagroziłam.
-Nie jesteś ciężka,kładź się.-powiedział Jin.Fuknęłam.
-Nie będę na was spać-powiedziałam krzyżując ręce.
-To śpisz u góry?-spytał JungKook patrząc na mnie jednym okiem.
-Gdzie niby?-spytałam siadając na stole.
-Tae ma w pokoju drugie łóżko-powiedział NamJoon.Wzdychnęłam.
-Niech wam będzie-odpowiedziałam.Wszyscy naraz się podnieśli i stali na baczność.-Zachowujecie się ja dzieci.
-Gugu-Gaga.



-Więc ty tu śpisz-powiedział Kim pokazując palcem na łóżko a drugą ręką drapiąc się po karku.To jakiś tik czy co?Wszyscy 'mężczyźni' się tak drapią.
-Okej-odpowiedziałam kładąc się na łóżko.
-Chcesz spać w tym?-spytał
-A w czym innym?Nie mam nic innego-odpowiedziałam siadając.V nagle znalazł się przy szafie i wyciągnął bluzę i dresy.-Nie sądzisz że dresy będą za duże?
-Może i będą-odpowiedział.-Nie mam nic babskiego-dodał.Odrzuciłam mu spodnie.
-Bluza mi wystarczy.Wydaje się być bardzo długa-odpowiedziałam i wyszłam z pokoju do łazienki.Była pusta.Na szczęście.Nie czekałabym.Weszłam do niej i przebrałam się w bluzę TaeHyunga.Sięgała mi do połowy uda,więc na V była z krótka.Wiem to,bo jestem od niego bardzo niska.Ledwo sięgam mu do brody.Wypuściłam włosy z kucyka i odpięłam wsuwki.Poprawiłam włosy.Nie zmyje makijażu bo nie mam tu kosmetyczki i rano bym wyglądała jak potwór.Wiem to.Poskładałam ubrania.Na białej koszulce była krew.Świetnie tato.Jesteś najlepszy.Jestem gotowa.Skierowałam się do pokoju Tae.Ktoś na mnie wpadł.
-Oj sorry-powiedział Suga.Spojrzał na mnie i otworzył szerzej oczy.
-Nic się nie stało.Możesz mnie przepuścić?Jestem zmęczona-odpowiedziałam. Delikatnie ustąpił mi miejsca.Stał dalej.Okej?To jest dziwne.Weszłam do pokoju V.Kim leżał już na łóżku przykryty kołdrą. -Czemu nie zgasiłeś światła?Trafiłabym-powiedziałam  i zgasiłam.
-Sorry-odpowiedział i odwrócił się do mojego łóżka przodem.Ułożyłam się wygodnie.-Nadal nie mogę uwierzyć że zrobił ci to twój ojciec.
-Ja też.Też nie mogę uwierzyć Hyung-powiedziałam i natychmiastowo usnęłam.
Tamten dzień był na tyle męczący że obudziłam się o jedenastej.Tae też jeszcze spał.Dziś jest wtorek!Trzeba było iść do szkoły!Już za późno.Wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki.Moich ubrań nie było tam gdzie je położyłam.Czyżby były w pralce?Zgadłam.Ktoś wrzucił moje ubrania do pralki i są mokre.Mam chodzić tylko w tej bluzie?Ugh.Przeszłam szybko do pokoju V.Otworzyłam jego szafkę i wyciągnęłam dresy które wczoraj mi zaoferował.Duże czy nie,lepszego wyjścia nie mam.Wróciłam do łazienki i ubrałam je.Zaciągnęłam mocno sznurki.Nie wygląda to tak źle.Może trochę nogawki za długie,ale jak na razie da się znieść.W ich dormie,rano na serio jest chłodno.Uczesałam swojego zwykłego kucyka i wystające włosy spięłam wsuwkami.Makijaż nie rozmazał się w ogóle.Jest to aż dziwne.Zeszłam na dół i zobaczyłam pustkę.Czy na serio wszyscy śpią?Ale tak wszyscy,wszyscy?Śpiochy.Postanowiłam zrobić śniadanie dla wszystkich.Jeśli nie wstaną na czas to pójdę ich obudzić.I to nie będzie miłe wstawanie.



Wszyscy są już prawie na dole oprócz V.Tak jak powiedziałam tak też zrobię.Zaniosłam wszystkim naleśniki a sama skierowałam się do łazienki by nalać zimnej wody do kubka.Gdy już to zrobiłam skierowałam się to pokoju V.
-V wstawaj-powiedziałam.
-Daj mi spać-odpowiedział i przewrócił się na drugą stronę.Ściągnęłam z niego kołdrę.Krzyknął.
-Wstajesz?
-Oddaj mi kołdrę i daj mi spać-odpowiedział.
-Sam tego chciałeś-powiedziałam i wylałam wodę na jego włosy.Krzyknął głośniej niż przedtem ale się podniósł.
-Serio?Chcesz żebym był chory?Ty mała małpo!-krzyknął i wstał z łóżka.Zaczęłam piszczeć i biegać po pokoju.On mnie gonił.Trochę się zmęczyłam.Dogonił mnie.-Mam cię-odpowiedział i mnie podniósł.Podniósł też kołdrę i się nią okrył.
-Przykryłeś mnie.Nie mogę oddychać-powiedziałam.Wisiałam na jego ramieniu.
-To podnieś kołdrę do góry?-odpowiedział wychodząc z pokoju.-A po drugie myślałam że nie chcesz tych dresów.
-To miałam iść z gołą dupą?-spytałam trzymając kołdrę.
-Ugh.Nie-odpowiedział.
-Dzień Dobry-przywitał się Suga z V.-Gdzie ______?
-Nie widzisz jej?-Spytał klepiąc mnie po tyłku.
-Zboczeńcu zostaw mnie!-Krzyknęłam.V zaczął się śmiać.
-Czy ty na serio się kąpałeś?Kąpiesz się dwa razy dziennie?-spytał NamJoon.
-Nie.Ta mała smarkula wylała na mnie wodę.Zimną wodę-powiedział i usiadł.
-Mógłbyś mnie dać na ziemię?-spytałam.
-Mógłbym,ale tego nie zrobię-powiedział.
-Wiesz że jeśli mnie nie puścisz nie dostaniesz śniadania?-spytałam stukając o jego plecy.
-Zajebiste jest.Bierz dopóki _____ oferuje!-krzyknął Jin.Tae westchnął i mnie opuścił.
-Już idę-powiedziałam i skierowałam się do kuchni po dwie porcje naleśników.
-Dzięki-odpowiedział Kim zawinięty w kołdrę.
-Nie jest aż tak zimno-zaczął Jimin.
-Zostałem oblany lodowatą kranówą i do tego jestem w samych dresach.Jak mi ma być nie zimno?-spytał V jedząc kawałek naleśników.
-Nie jest tak źle stary.



-Więc ja już może pójdę-uznałam ubrana.
-Gdzie chcesz iść?-spytał J-Hope.
-Do domu?-odpowiedziałam.
-Tu jest twój dom.Zawsze był i zawsze będzie-powiedział NamJoon.
-Co ty wygadujesz?Nie masz gorączki czy coś?
-Od dziś to twój dom!Mieszkasz tu!Nie wrócisz tam!-krzyczał JungKook.
-Serio?
-Serio-odpowiedział Jin.
-Dziękuje-odpowiedziałam ze łzami szczęścia.Są moimi prawdziwymi i jedynymi przyjaciółmi.Nigdy takich nie miałam.
-Nie ma za co młoda-odpowiedział Suga.Kocham ich.Kocham ich nad życie,bo są moim życiem.



-Widzisz co narobiłaś _____?Rozchorował się!-Krzyknął Jin pokazując mi termometr.
-Kto?Dlaczego ja?-spytałam.Mieszkam tu dwa dni.Już powoduje problemy.Ugh.
-Dziś mieliśmy mieć trening a V się rozchorował.Przez tą twoją wodę!-odpowiedział mi NamJoon.
-Przepraszam-odpowiedziałam spuszczając głowę jak najniżej mogłam.
-Choć ta woda to dobry pomysł!-odpowiedział Suga-Już wiem jak będzie można ich budzić!
-Chyba ciebie Suga,chyba ciebie-dodał J-Hope.
-A może zrobimy tak że ty zostaniesz z Tae i się nim zaopiekujesz,a my pójdziemy na tą durny trening?-zasugerował Jimin.
-Okej.I tak nigdzie nie pójdę więc czemu nie?-odpowiedziałam.-Jeszcze,ja to zrobiłam więc muszę z nim zostać-dodałam.
-To my lecimy.Zrób mu herbatę i jeśli by coś go bolało to...
-Wiem co mam robić Jin,możesz iść-przerwałam mu.Ten się uśmiechnął i wyszli.Skierowałam się do kuchni i zrobiłam herbatę.Zaniosłam ją do pokoju V.Grał na telefonie.
-Powinieneś spać Tae,nie grać-powiedziałam.
-Przesadzasz.Całkiem nieźle się czuje-powiedział i się uśmiechnął.
-Ale nie wyglądasz.Jesteś jak zombie,zielony,masz podkrążone oczy i do tego temperaturę!Może się w niego zmieniasz?
-Skąd taki wniosek?-spytał odkładając telefon.
-Nie oglądałeś The Walking Dead*?-spytałam.
-Nie.
-To nie ważne-odpowiedziałam i usiadłam na łóżku.
-Dzięki za herbatę-podziękował i się do mnie odwrócił.-Czemu?
-Co czemu?-spytałam.
-Czemu tu jesteś?Siedzisz ze mną i w ogóle-spytał patrząc się na mnie uważnie.
-Ponieważ przeze mnie jesteś chory i dlatego że jesteś moim przyjacielem?-odpowiedziałam.
-Przyjacielem...-odpowiedział i się wtulił w poduszkę.
-Wszystko w porządku?-spytałam przykładając dłoń do jego czoła.Rozpalone.
-Tak.Wszystko w porządku-odpowiedział i usiadł.
-V powinieneś leżeć.-powiedziałam.Kim nic nie odpowiedział tylko patrzył w moje oczy.Patrzył w nie uważnie.
-Słuchaj _____. Odkąd cię poznałem,odkąd spotkałem cię w tej szatni po prostu...nie wiedziałem co się ze mną dzieje.Chciałem być przy tobie cały czas.Chciałem słyszeć twój głos,śmiech a nawet płacz bym mógł cię uspokoić.
-V ale...-przyłożył palec do moich ust.
-Csii...nie wiedziałem co ze mną się dzieje.Po prostu przy tobie byłem taki szczęśliwy.Nie mogłem się skupić.Nigdzie,ani na treningach,ani w szkole.Wtedy,gdy obroniłem cię przed Rebeccą,miałem nie iść do szkoły.Źle się czułem.Ale jak tylko pomyślałem o tobie,chciałem być blisko ciebie,chciałem cię obronić.Zdążyłem.Biegłem do szkoły.Biegłem by ciebie zobaczyć.Gdy zobaczyłem jak Rebecca cię ciągnie za włosy,krew we mnie zabuzowała.Po prostu podszedłem tam i nie wiedziałem co się dzieje.Po prostu chciałem ci pomóc.Chciałem ją nawet pobić.Gdy zobaczyłem cię w łazience,pobitą pomyślałem dlaczego nie obroniłem cię,czemu nie poszedłem z tobą?Wtedy dowiedziałem się co to było.To miłość.Wiedziałem że przy tobie jestem szczęśliwy.Jak widziałem cię w mojej bluzie,bez tych durnych dresów,wiedziałem że chce żebyś nosiła to cały czas.Bez przerwy.Chciałem ciebie w moim łóżku i chciałem ciebie w moich ubraniach.Rozumiesz?Zakochałem się-powiedział.Nasze głowy dzieliło tylko parę centymetrów.Przybliżał się coraz bardziej i bardziej aż musnął moją  wargi.Tak delikatnie,jak by bał że zrobi mi krzywdę.Nasze języki współpracowały,dogadywały się.Usta idealnie pasowały,jak by były nierozłączne.Wszystko było takie idealne.Teraz też to zrozumiałam.To jest miłość.
-Też cię kocham-powiedziałam w jego usta.Na chwile przestał mnie całować i spojrzał na mnie.
-Nie lubię tego określenia.To jak mówienie do rodziców bo musisz.
-Przestań udawać że czytałeś AFTERa**!-powiedziałam.On tylko podniósł jedną brew do góry.-Mój ty głuptasie.Za to cię kocham.-powiedziałam i wtuliłam się w niego.



-Teraz mamy nie dość że twa gołąbki to jeszcze dwóch chorych!-Krzyknął Jin jak wszedł do pokoju V.Spaliśmy wtuleni w siebie.To jest to na co czekałam.Na przyjaciół i kochającego chłopaka.

###########################################################################
*w The Walking Dead ,osoba która była ugryziona robiła się właśnie zielona i dostawała mocnej gorączki.Zamieniała się w Zombie.
**w opowiadaniu AFTER Harry (Styles) powiedział bardzo podobny tekst do Tessy (głównej bohaterki).

I jak się podoba pierwszy Imagin? :)

NAZYWAM SIĘ...

Dzień Doobry! :D Nazywam się Asia i będę w samotności prowadzić tego bloga :)
A tak na serio.Mam 13 lat,i tak od dwóch miesięcy interesuje się k-popem.Lubię BoysBandy takie jak BTS,EXO,GOT7,iKON,SEVENTEEN,SHINee :*
Jest tego o wiele więcej,no ale co za dużo co nie zdrowo czyż nie? XD
Zapraszam do czytania ,postaram się pisać długie imaginy,ale rzadziej :c nie mam bardzo dużo czasu,wiadomo gimnazjum nie jest łatwe :V
ZAPRASZAM!