środa, 11 listopada 2015
3.BYLY CZŁONEK EXO*Tao* Huang ZiTao.
Kolejny dzień gdy czuje się obserwowana.Wracanie ze szkoły to koszmar.Jeszcze jak idę sama.Czy to nie jest dziwne,że czuje na sobie wzrok?Cały czas się odwracam.I od pewnego czasu nie chodzę skrótami.Za bardzo się boje.Przez to chodzę o prawie godzinę dłużej.Nie miałam zamiaru iść tamtędy,ale musiał nadejść ten dzień.Muszę iść skrótem.W ciemności.Czemu na zimę robi się szybciej noc?Najgorsze jest to że nie ma tam lamp.
-Pa!-krzyknęłam i poszłam bardzo szybkim krokiem przed siebie.Obawiam się najgorszego.Że znów poczuje ten wzrok.I nie myliłam się.Już czuję.A może ja już mam coś z głową?Może powinnam iść do lekarza?Odwróciłam się jeszcze parę razy i gdy nikogo nie ujrzałam,skręciłam w uliczkę.
Ominęłam już prawie wszystkie ciemne uliczki.Została jeszcze jedna,najciemniejsza,bez ulic,bez domów,bez niczego."Wzrok" idzie ze mną.Czuje to.Jestem już cała spocona z strachu.Gdy usłyszałam kroki,odwróciłam się by nikogo nie ujrzeć.Gdy chciałam ponownie się odwrócić,poczułam uścisk na ustach.Zaczęłam krzyczeć.
-To ci nie pomoże-powiedział męski głos na moje ucho.Próbowałam się wyrwać.Szarpałam się,krzyczałam,prosiłam,ale to na nic.Z oczu poleciały mi łzy.Kopałam,biłam i to nic.
Po paru próbach wyrwania które nie przyniosły rezultatu,po prostu czekałam co będzie.Złoczyńca wrzucił mnie do jakiegoś samochodu,po czym po prostu odjechał.Usiadłam.Nie pilnował mnie.Mogłam po prostu go zaatakować i uciec!
-Wiem o czym myślisz.Nawet jak będziesz próbować coś zrobić to możesz umrzeć.Nie sądzisz że wyskakiwanie ze samochodu jest niebezpieczne?-spytał.Nie miał maski.Nie ukrywał się.Gdybym w tej chwili zadzwo...-nie masz z czego zadzwonić.Telefon ci wypadł z kieszeni-dodał.Fuknęłam.
-Czemu to zrobiłeś?-spytałam.
-Nie wiem-odpowiedział ze spokojem.
-Serio?Bez powodu gdzieś mnie wieziesz?-spytałam znowu.Ten nie odpowiedział.
Przez ten czas,przyjrzałam mu się dokładniej.Jest chyba Chińczykiem,ma blond włosy i podkrążone oczy.Tęczówki miał koloru prawie czarnego.Jest bardzo umięśniony.Dlatego z nim przegrałam.Jego brwi były opuszczone w wyrazie złości.Czy był zły na mnie?Czy to dlatego mnie porwał?Samochód stanął.Spojrzałam za okno.Byliśmy w lesie przed jakimś domkiem.Zanim jeszcze dobrze się przyjrzałam,chłopak już mi coś zakładał na głowę.
-CO TY ROBISZ?!-krzyknęłam znowu wystraszona.
-Zamknij się.To że pozwoliłem ci siedzieć,nie znaczy że będę dla ciebie miły-uznał pchając mnie w jakieś miejsce.Nic nie widziałam.
-Wypuść mnie!-krzyczałam znowu próbując się wyrwać.Znowu to nic nie dało.Parę razy prawie się wywróciłam.Gdy ponownie mnie pchnął,wylądowałam na ziemi.Poczułam jak coś wbija mi się w dłoń.Drugą ręką ściągnęłam worek z głowy,po czym spojrzałam na rzecz wbitą w rękę.Był to duży gwóźdź,który wystawał z podłogi.Wbił mi się w rękę.Na wylot.Krew.Dużo krwi.Powoli próbowałam wyciągnąć dłoń.Bolało.Krzyczałam.Gdy po jakimś czasie,gwóźdź został na podłodze,ujrzałam w swojej dłoni dziurę na wylot.Bardzo bolało.Krew lała się wszędzie.Co ja mam z tym zrobić?Może on mnie usłyszał i zaraz tu przyjdzie?Może to tylko głupie żarty?W co ja wierze.Usiadłam na jedynym krześle jakie tu jest.Przebywam w piwnicy?Wszędzie jest beton.Nie ma łóżka,łazienki.Niczego.Okien brak.Jedynie żarówka wisi i macha na wszystkie strony.Jest tylko krzesło.Jedno krzesło i lampa.Nic więcej.Czy ja mam tu umrzeć?Łzy znowu poleciały mi z oczu.Skuliłam się na moim jedynym siedzisku,i płakałam.Bolała mnie ręka i jeszcze tu umrę.Nie tak sobie to wyobrażałam.
Po pewnym czasie,zrobiło się tu zimno.Czemu nie ubrałam nic więcej niż bluzę?Moja ręka prze strasznie boli.Krew już nie leci.Lampa już zgasła.On musi mieć włącznik i wyłącznik.Czy on będzie mi pokazywał kiedy mam iść spać?I na czym mam iść spać?Czy on mieszka w tym domu?Usiadłam w kącie.Czy moi rodzice się o mnie martwią?Czy mnie ktoś szuka?Usnęłam.
-Wstawaj!-krzyknął znajomy głos.Po chwili poczułam ból.Czy on mnie uderzył?Otwarłam oczy.Stał przede mną wymachując jakąś pałką.Popatrzyłam na miejsce.Było zranione.Kolejne miejsce z krwią.Spojrzałam ponownie na chłopaka.Zamierzał mnie znowu uderzyć!Zrobiłam unik i wstałam na nogi.Wytarłam moją dziurawą ręką,ranę.Chłopak podszedł bliżej.Widziałam nienawiść w jego oczach.Przełknęłam ślinę.Pociągnął moją rękę.Pisnęłam,bo to bolało.
-Co sobie tu zrobiłaś?-spytał znowu groźnie.Nie odpowiedziałam.W gardle mam gulę,przez którą nie mogę oddychać.-ODPOWIADAJ!-krzyknął.
-Wpadłam na gwóźdź-odpowiedziałam cicho.Spojrzał na mnie.
-Jaki kurwa gwóźdź?-spytał.
-Tamten-odpowiedziałam pokazując w kierunku danej rzeczy.Chłopak odsunął się ode mnie i podszedł do jeszcze brudnego kołka.Zaśmiał się cicho.
-Na tym gwoździu przybiłem dziewczynę która chciała uciec.Wykrwawiła się-powiedział i wyszedł.Czyli że ktoś tu umarł oprócz mnie?Czy ze mną będzie to samo?
Po ostatnim incydencie,nie przyszedł ani razu.Nawet mnie nie odwiedził!Dostaje jedzenie w bardzo małych ilościach.Prawie jak nic.N I C.Czuję jak mój mózg nie wyrabia.Siedzę cały czas w tym samym miejscu,nie ruszam się.Śpię,budzę się,myślę,śpię,budzę się i myślę!Nic innego nie robię!Myślałam nad próbom ucieczki,ale jak?Drzwi są drewniane,ale nie mam czym ich rozwalić.Nawet jakby udało mi się rozwalić drzwi,to niby jak mam uciec?Cały czas siedzi u góry.Chodzi.Słyszę go.Ale chyba musi spać,co nie?Może wtedy?Tylko co z tymi drzwiami?
Podeszłam bliżej mojego celu.Drewniane.Trochę stare.A jak by je w nocy spróbować po kawałku oderwać?Muszę nie spać.Wtedy będę mogła nasłuchiwać,kiedy nie chodzi.Wtedy będzie szansa na ucieczkę!Muszę spróbować!Najwyżej będę martwa.
Kolejny dzień.Nie spał.Nie spał przez całą noc.Chodził i rzucał czymś.Też nie spałam.Czy on nigdy nie śpi?Czy przez to ma sine oczy?Wzdychnęłam.Nie wiem ile dni już minęło,ale jestem bardzo głodna,i bardzo chce mi się pić.Czy ja jeszcze żyję?Może już nie?Czekam na noc.Znowu.M U S I spać.To by było dziwne,czyż nie?A może ja mam już paranoję i on spał?
Noc.Nie słyszę nic.Nie słyszę tupań,szklanek.Nic.Cisza.Położyłam się na podłodze przed drzwiami.Nie ujrzałam też światła.Ale po co mu światło?Mnie też nie daje.Może on też żyję w ciemności,i też czeka aż usnę by coś mi zrobić?Czemu mój mózg próbuje mnie wystraszyć?Rwać drewno czy nie rwać?Raz kozie śmierć.Delikatnie chwyciłam od spodu drzwiczki.Pociągnęłam i nic.Nawet nie ruszyło.Wzięłam inną cześć i znowu pociągnęłam.Ruszyło się!Muszę myśleć by nie wydawać dźwięków.Popchałam.Urwało się!Przecisnę się przez tak małą dziurkę,ponieważ nieźle schudłam.Cicho wyszłam przez dziurę.Ujrzałam...drzewa?Nie ma żadnych schodów,domu?Wyszłam cicho i spojrzałam na budynek.Nie rozumiem.Mieszka tu czy nie?
Po chwili,uświadomiłam sobie że jestem wolna.Zaczęłam biegnąć ile mam siły.Właściwie nie mam jej za dużo.Przebiegłam paręnaście metrów,po czym upadłam.Dostałam.Znalazł mnie.Zaczęłam krzyczeć.Nic mi to nie dało.Uderzył znowu i znowu,i znowu,i znowu...
Obudziłam się.Czy to był tylko sen?Nie.O czym ja mówię.Znowu gdzieś jestem.Gdzie indziej.Jest tu łóżko.Właśnie na nim leżę.Spojrzałam na swoje ręce.Są całe posiniaczone,zakrwawione i zadrapane.Ile tu leżę?Co się wydarzyło?Uciekałam.Dogonił mnie?Czekał na mnie?A może go obudziłam?
-Wstałaś?-spytał groźnie.Odwróciłam wzrok w jego stronę.Siedział na krześle.Nie odpowiedziałam mu.Nie mam zamiaru.-odpowiadaj jak do ciebie mówię-dodał,wlepiając we mnie wzrok.Ja na niego też się patrzyłam.Nadal nie odezwałam się do niego.-Nie to nie.Masz tu jedzenie-dodał i wyszedł.Podniosłam się.Wszytko mnie boli!Jęknęłam.Spojrzałam na zaoferowane, jedzenie.Było to Kimchi i jakieś picie.Wreszcie dostałam coś czym sobie pojem!Delikatnie powąchałam,a gdy pachniało dobrze,wzięłam do dłoni.Łyżka wylądowała w mojej prawej ręce,a zupa w dziurawej lewej.
Po pewnym czasie,wstałam i rozejrzałam się po pokoju.Tym razem nie byłam w piwnicy,a normalnym pokoju.Miała jasno różowe ściany,drewnianą podłogę,lustro,lampę i nawet to głupie łóżko!Uśmiechnęłam się do siebie.Może jestem u siebie?Może zmienili mi wystrój,i mnie odnaleźli?Tylko co tu robi ten chłopak?
Spojrzałam w lustro.Byłam bardzo chuda.Za chuda,wszystkie kości mi wystają z posiniaczonej skóry.Na sobie mam te same ubrania,tylko brudne.Bardzo brudne.Moje włosy były poszarpane,brudne i rozczochrane.Twarz?Posiniaczona,zakrwawiona,rozcięta warga.Delikatnie dotknęłam ust.Spuchnięte i zakrwawione.Czy to wszystko spowodował on?Usłyszałam pukanie do drzwi.Spojrzałam na nie,a do środka wszedł złoczyńca.Był normalnie ubrany,czysty i nie pobity.Skrzyżowałam ręce na klatce.
-Czy teraz będziesz ze mną rozmawiać?-spytał spokojniejszy niż przedtem.
-Niby o czym?O tym że traktujesz mnie jak jakąś szmatę?O to że sobie mnie przywłaszczyłeś?A może o tym,że mogę policzyć swoje kości,a siniaków nie?A może zamiast rozmawiać,znów przyszedłeś mnie pobić?
-Nie traktuje cię jak szmatę,nie myję tobą podłóg.Nie przywłaszczyłem sobie twojego ciała.Swoje kości możesz policzyć za każdym razem siniaki też.Nie przyszedłem ciebie też bić-odpowiedział bardzo szybko.Usiadł na stoliku,obok brudnych misek-widzę że zjadłaś.Smakowało ci?
-Nawet jakby to była trucizna,zjadłabym to bo nie jadłam przez parę dni-uznałam,nadal go nienawidząc.
-Właściwie paręnaście.Siedzisz już ze mną przez 23 dni-odpowiedział.
-Właściwie,siedzę z tobą po raz pierwszy,bo przedtem byłam zamknięta w piwnicy-powiedziałam-właściwie w brudnej,ciemnej i pustej piwnicy bez głupiego łóżka.Jeszcze cholernym krzesłem na którym dostałam depresji-dodałam.
-Jakoś po tobie nie widać że jesteś chora-powiedział.
-Anoreksja,przedziurawiona ręka,samotność,pełno siniaków,roztarć,krwi i innych gówien.W ogóle nie widać-odpowiedziałam i wyjrzałam przez okno.Był dzień.Wreszcie widzę słońce.Nie tą cholerną żarówkę,która bujała się za każdym razem gdy oddychałam.Nadal byliśmy w lesie,tym razem innym,ładniejszym.
-Czemu uciekłaś?Czy było ci ze mną źle?-spytał.
-Jesteś głupi?Nie,było idealnie.Dostawałam jeść raz na tydzień!Byłam bita i siedziałam w samotności przez dwadzieścia cztery godziny na dobę!Porwano mnie nawet nie wiem po co i dlaczego!Spałam na podłodze w kącie!Ale nie,przecież było super!-krzyczałam zdenerwowana.Jak on śmie spytać się mnie o takie rzeczy.
-To się cieszę-odpowiedział z uśmiechem i wyszedł.
Po paru dniach,musiałam poznać jego imię,a on moje.Czemu?Może dlatego że mi groził piwnicą?Tao jak nie jest wkurwiony,jest całkiem miły i sympatyczny.Ale tak jest rzadko.Najczęściej rozwala szklanki u mnie w pokoju.I celuje we mnie.Gdy nie wykonuje jego poleceń.Za dużo ma szklanek w tym domu.
-PUK!PUK!-krzyknął wchodząc do mojego pokoju ze szklanką.Wypuściłam powietrze z płuc i wstałam z łóżka jak najszybciej.-grzeczna dziewczynka-dodał kładąc ową szklankę na stół.-Przyniosłem ci ubranie na przebranie.Specjalnie dla ciebie poszedłem do sklepu po to.Jeśli nie będzie pasować to ta szklanka wyląduje na tobie-powiedział z iskierkami złości w oczach.Wręczył mi czerwoną,bardzo krótką sukienkę.-Przebieraj się.
-Ale....tak przy tobie?-spytałam.Pokazał na szklankę.Boję się go.Czasami jest miły,a czasami trafia we mnie szklanymi rzeczami.Ściągnęłam koszulkę i spodnie,po czym założyłam dane mi ubranie.
-Masz szczęście że pasuje-odpowiedział i wyszedł z mojego pokoju.Znów usiadłam na łóżku,omijając części po poprzednich karach.Boję się tego faceta.Cały czas wydaje się groźny.A ja?Ja muszę mu odstępować bym nie utraciła swojego życia.Ale chyba wolałabym to niż przesiedzenie z nim przez cały czas.
-WRÓCIŁEM!-krzyknął.Usnęło mi się.Szybko się podniosłam z łóżka,stając na baczność.-_____,przyszedłem spytać się o twoją rodzinę-nie ujrzałam szklanki w jego rękach,ani na stole.
-A co?Ciekawi cię,komu zrujnowałeś życie?-spytałam,nie żałując tego.
-Właściwie to tak.Więc opowiadaj,dopóki jestem miły-odpowiedział znowu ze złością.Burknęłam coś pod nosem i usiadłam obok niego na łóżku.
-Moja mama urodziła mnie w wieku 28 lat.Teraz pewnie bardzo płaczę..Ojciec jest z moją mamą od 30 lat,pewnie teraz piję,bo gdy jest smutny,właśnie to robi.Mam jeszcze starszego brata.Ale mieszka gdzie indziej-odpowiedziałam zirytowana.-czy teraz opowiesz mi czemu tu jestem?-dodałam.
-No cóż.Pewna dziewczyna kiedyś mnie zraniła.Bardzo mnie zraniła.Teraz mam nowe hobby.Szukam dziewczyn podobnych do niej.I kończą tak samo jak ona-odpowiedział prosto.
-Czyli?-spytałam z gulą w gardle.
-Czyli,najczęściej bardzo cierpią,jak ja, po czym umierają-odpowiedział.
-Ile tak już dziewczyn zginęło?-spytałam przerażona.
-Z 50.Może więcej-odpowiedział i wyszedł bez pożegnania.Nie chce tak ginąć.Czemu on to robi?Czy serio jest jakiś chory psychicznie?Czemu policja go jeszcze nie schwytała?Czy w tym pokoju też ktoś umarł?
Po moich przemyśleniach,wymyśliłam że uśmiercę się sama.Wolę cierpieć przez chwilę niż przez całe życie.Wieczorem,po tym jak przyszedł ostatni raz,podniosłam z ziemi kawałek szkła.Usiadłam na łóżku,pomodliłam się i trzęsącą ręką przejechałam po żyle na ręce.Szkarłatna krew wypłynęła i kapała na pościel.Zrobiłam tak jeszcze parę razy po czym odłamek wbiłam w nadgarstek.Po chwili zrobiło mi się słabo,i opadłam na łóżko.
Obudziłam się.Czemu?Dlaczego nie gdzieś indziej?Czemu właśnie w tym samym pokoju?Miałam umrzeć,miało być spokojnie.Spojrzałam na dłoń ze łzami w oczach.Ktoś wyciągnął mi szkło z ręki,i zabandażował ją.
-Obudziłaś się!-krzyknął chłopak.Czy on mnie uratował?Może chce żebym umarła od jego ręki?Czemu mi to robi?-Wszystko dobrze?Dobrze się czujesz?-spytał siadając na krańcu łóżka.
-Czemu to zrobiłeś?-spytałam bez żadnych uczuć.
-Słuchaj ____-zaczął.Ręką poprawił mój opadający kosmyk.-Nie jesteś jak te wszystkie dziewczyny które były ze mną wcześniej.Wyróżniasz się tym,że każdy ból który spowodowałem na tobie,uodparniał ciebie.Jesteś twarda,i potrafisz wyróżnić moje humorki.Potrafisz robić niezłe uniki,i ranić mnie,jeśli potrzeba.
-Czy-y ty do cz-czegoś zmierzasz?-spytałam.
-Właściwie to tak.____ kocham cię,nie chce cię już ranić,Nie chce ranić nikogo.Chce dla ciebie cofnąć czas i być idealnym.Nie chce już byś cierpiała-odpowiedział,patrząc na mnie czuło.
-To nie wyjdzie T-Tao...-powiedziałam cicho ze łzami w oczach.Ten nie słuchając mnie,przybliżył się i pocałował mnie.Chciałam się wyrwać,ale przytrzymał mnie.
-Wyjdzie.Dopóki nikt nas nie znajdzie-odpowiedział z psychicznym uśmiechem.
Po paru dniach,muszę być z nim.Właśnie poszłam z nim na "spacer". Wyszliśmy do lasu przed domem.Nie miałam siły iść.Nie mam siły już na nic.Dalej cierpię z jego powodu.Przebiera mnie,karmi i czeszę.Czuje się jak jakaś niepełnosprawna.A może tak jest?Przecież utraciłam bardzo dużo krwi.Za dużo.Jest ciemno.Weszliśmy w głąb drzew.Stanęliśmy.
-Cieszę się że cię spotkałem-powiedział cicho.Nagle zaświeciły się światła.Skąd?Pełno świateł dookoła.Czy właśnie mnie odnaleźli?Czy wrócę do domu?
-Huang ZiTao,poddaj się-krzyknął ktoś z pistoletem.Pełno pistoletów dookoła nas.
-JA JĄ KOCHAM!NIE MOŻECIE MI JEJ ODEBRAĆ!-krzyczał przytulając mnie.Łzy poleciały mi z oczu.On cierpi.I to bardzo.Po chwili usłyszałam szczał.-______!______ NIE!-krzyki ulotniły się,a wszystko widziałam za mgłą.
*
-JA JĄ KOCHAM!NIE MOŻECIE MI JEJ ODEBRAĆ!-krzyczałem,przytulając moje słońce.Słyszałem jej płacz.Wtuliłem ją mocniej we mnie.Obronię ją choćby nie wi....Szczał.Po chwili _____ Wyjechała mi z rąk.-______!_______ NIE!-krzyczałem ile mam sił w płucach.Upadłem na kolana.Próbowałem zatamować krew,która sączyła się z jej piersi.Zabili ją.Oni po prostu ją zabili.Ją,nie mnie.Kolejna stracona ważna osoba dla mnie.Czemu ja tak cierpię?-____...proszę....spotkajmy się jeszcze kiedyś!-krzyknąłem gdy ciągli mnie.
Minęło trochę.Cela jest lepsza niż miejsca,w których spędzały swoje życie dziewczyny,które porywałem.Jest to cholerne łóżko,którego nie powinienem dostać.Spędzę tu jeszcze tylko 50 lat.Dam radę.Przeżyję to co te dziewczyny.To co ____...
Dedykacja dla mojej przyjaciółki Karoliny!
I jak ci się podoba kaktusie? :*
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Cudowny. *-*
OdpowiedzUsuńTao taki psychiczny, już go lubię. xd
A na poważnie, bardzo mi się spodobał. Wydaje mi się, że trochę za dużo ze mną przebywasz, ale jak takie mają być one shoty...
Krótko:
Bardzo fajne, żonkilu.